Maruś, mija już rok... tęsknimy

Maruś, mija już rok... tęsknimy

Wspomnienie o Marku Kiedrzynie (1959-2008)
Mój Brat Marek istniał i był dla mnie bardzo ważny. Marek urodził się 2 października 1959 roku. Był najmłodszym dzieckiem Zofii z domu Dzierzba i Piotra Kiedrzyna i jednocześnie najmłodszym bratem trzech sióstr: Haliny, Lidki i Wiesi.

Halinka zmarła podobnie jak Marek - po ciężkiej chorobie nowotworowej - w Sylwestra - 31 grudnia 1999 roku - świat szykował się do wspaniałej zabawy, a my szykowaliśmy Halinkę na Jej ostatnią drogę…. Miała zaledwie 45 lat…

W okresie Jej choroby (od lipca do grudnia 1999 r.) - to właśnie Marek i Marysia - żona Marka (z zawodu pielęgniarka) opiekowali się Haliną w swoim domu. Zawsze życzliwi, cierpliwi i kochający.

Maruś był zwykłym człowiekiem - ale najukochańszym Synem, Mężem Marysi, którą od zawsze nazywał swoim „Boćkiem”, Tatą dwóch wspaniałych córek Oli i Natalki, najczulszym Dziadziusiem Szymona, Przyjacielem, dobrym Sąsiadem… i moim ukochanym BRATEM.

Zawsze mogłam na Niego liczyć, nigdy mnie nie zawiódł. Był ogromnie pracowity, nigdy się nie nudził i znał się na każdej pracy, był tzw. ”złotą rączką”.
Pamiętam, z jaką chęcią i zapałem remontował moje mieszkanie na ul. Matejki, doradzał, jak je urządzić - malował, kładł kafelki, panele…

Zawsze był pogodny i uśmiechnięty, lubił często żartować - pamiętam jak w czasie choroby, któregoś dnia, przyjechała do domu „obca” pielęgniarka. Szykowała dla Niego jakiś zastrzyk, a On zawołał wtedy do swojej żony: ”Bociek” - choć zobacz, czy ta „piguła” dobrze robi mi ten zastrzyk”
Marek był bardzo towarzyski, kochał życie, kochał swoich bliskich, kochał ludzi i ludzie Go lubili.

W sierpniu 2007 roku poraziła nas wiadomość o Jego ciężkiej chorobie. Lekarze nie dawali nam nadziei. Przeszedł ciężką kurację i kilka poważnych operacji. Nigdy się nie użalał, był bardzo cierpliwy na ból, kolejną kurację, kolejny szpital… Niemal do końca starał się uczestniczyć w życiu domowym.
Dnia 23 listopada 2008 roku przegrał okrutną walkę z chorobą nowotworową.
Odszedł młodo, po cichu w domu, wśród swoich najbliższych. Po Jego odejściu nic nie jest już takie jak było. Często jestem na grobie Marka… to zawsze boli, ale wierzę, że był bardzo potrzebny Panu Bogu w niebie.
Maruś, mija już rok, jak Ciebie nie widzieliśmy… Tęsknimy…

W poniedziałek 23 listopada 2009 roku - w pierwszą rocznicę śmierci, o godz. 18.00 w Kościele im. NMP w Kowarach będzie odprawiona Msza św. w intencji Marka. Wszystkich, którzy Go znali i pamiętają, jaki był dobry i życzliwy, prosimy o modlitwę w Jego intencji.
MARKU, na zawsze pozostaniesz w naszych sercach - wierzę, że spotkamy się po tamtej stronie.

Siostra Wiesia z Rodziną
Nowiny Jeleniogórskie nr 46/09.
 

Komentarze (0)

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.