Monika nie chce już żyć

Monika nie chce już żyć

- Wyniosłam z powodzi różaniec i psa - mówi martwym głosem Monika. - Nie wiem, co dalej… Chyba sznur wezmę i zrobię koniec. Żeby tylko jego puścili… Napisze pani, żeby go wypuścili?

Mężczyźni z podwórka Moniki sami zaprosili do swoich zalanych domów dziennikarzy. To było w niedzielę, zaraz po koszmarnym piątku, w który utopiła się Bogatynia, i po sobocie, gdy zalane miasto pozostawało odcięte od świata. Chłopy były już zgrzane i wściekłe. Najbardziej na tych z telewizji, co stali przy urzędzie miasta i nadawali w Polskę takie pierdoły, że płakać się chciało.

- Tyle widzieli, ile im kabla starczało. Wszyscy się nad Turowską użalali i nad jednym domem, co się zawalił. U nas się pies z kulawą nogą nie pokazał - gorzko wypomina wytatuowany sąsiad Moniki. - Nie ma prądu, nie ma wody, nie ma łopaty, żeby muł odgarnąć… Nie ma nic. Dziwi się pani, że się człowiek napił?

Dwa tygodnie później podwórko Moniki wygląda w zasadzie tak samo. Zarzucone wszystkim, co naniosła rzeka Miedzianka, i jeszcze tym, co ludzie wygarnęli z domów. Wojacy, których przygnali z całej Polski do pomocy, ochrzcili to miejsce strefą zero.

- No, była pomoc - zastanawia się chwilę Monika, jakby wyciągała z pamięci zamierzchłe zdarzenia sprzed lat. - Woda w butelkach jest w punkcie, tu zaraz, niedaleko. Szczepionki dali. Wojsko pomagało, powyciągali nam te wszystkie zalane pralki, lodówki. Nie wiem, czy to jeszcze będzie działać? Nie ma komu sprawdzić…

Wody w kranie nie ma. Światła też nie ma. Prawdę mówiąc, Monika nawet nie wie, czy przywrócono prąd, bo i tak wszystko zerwane. Kto to sprawdzi, jak w domu nie ma chłopa? Kto będzie grzebać w zalanej instalacji?

W sobotę do domu miał przyjechać Gracjan, 11-letni syn Moniki. Chłopiec jest w rodzinie zastępczej, a matka zabiegała o przywrócenie prawa do opieki. W domu był duży remont, kupili nowe sprzęty.

Wszystko przepadło. Teraz, nawet jakby chciała, nie ma dokąd ściągnąć chłopaka. To nie było zalanie na metr czy na półtora. Numer trzynasty przy Listopadowej zalało po sam sufit, i jeszcze wyżej. Strop wygląda, jakby go obrzygało. Napęczniał, wygiął się.

- Była komisja, oglądali - jednostajnym głosem relacjonuje Monika. - Na razie budynek zamknięty, a czy do wyburzenia, to się dopiero okaże; ma być jeszcze jedna ekspertyza.
Kiedy? Nie wiadomo. Na piśmie nic nie ma. Zresztą Monika i tak nic nie dostanie do ręki, bo nie jest głównym najemcą. Gospodarzem jest partner Moniki, który odbywa właśnie karę pozbawienia wolności. Starał się bardzo, żeby wrócić do normalnego życia. Z pięcioletniego wyroku zdjęli mu trójkę, niewiele już zostało.

Kiedy zobaczył Monikę w dziennikarskich relacjach, m.in. na okładce „NJ”, natychmiast poprosił o przepustkę. Dostał 5 dni. Wiadomo - powódź.

Cały artykuł w "Nowinach Jeleniogórskich" nr 34/10.

Komentarze (4)

Tuskokomuna sama się POkuna!

"- gorzko wypomina wytatuowany sąsiad Moniki. -" . A gdyby był gruby, łysy, niski...etc. to napisalibyście: "gruby sąsiad Moniki" ? Co za dziennikarstwo...

Eu adoro chape9u, mas realmente ne3o sei como usar no dia-a-dia. Vejo a minha avf3, toda etleange com seus 74 anos, que nunca sai de casa sem um chape9u na cabee7a, para proteger-se do sol. E ela tem uma colee7e3o com ve1rios modelos diferentes! Mas ela e9 etleange e sabe como use1-los.

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.
Graficzne pułapki CAPTCHA
Wprowadź znaki widoczne na obrazku.