Burza w teatrze

Burza w teatrze

Brakuje pieniędzy na spektakle, budżet nie wystarczy na cały rok, tymczasem w administracji pracuje więcej osób niż przed podziałem teatru - mówią aktorzy Teatru Norwida w Jeleniej Górze. Uważają, że atmosfera w pracy jest zła, teatr podupada, a odpowiedzialny za to jest dyrektor. - Jeśli coś do mnie mają, niech powiedzą mi w twarz - odpowiada Bogdan Koca, dyrektor Teatru Norwida w Jeleniej Górze.

- Teatr nie ma pieniędzy, a ciągle przyjmowane są nowe osoby - mówi nam anonimowo jeden z pracowników teatru. - Dyrektor powołał kierowniczkę działu obsługi widza, magazynierkę, jest też druga księgowa.

- Owszem, przydałyby się ze dwie osoby, ale do obsługi spektakli, tymczasem rośnie administracja - mówi aktorka teatru. - Przed podziałem teatrów Norwida i Animacji nie było np. magazyniera. Po co on teraz?

Przede wszystkim chcą grać - Powiem tylko jedno: przerażająco mało gramy - mówi aktor Piotr Konieczyński, który pracuje w teatrze od ponad 20 lat. - W marcu przez cały miesiąc zagrałem trzy spektakle, w maju zagram pięć, w czerwcu prawdopodobnie tyle samo.

Jego zdaniem, harmonogram jest szczupły.
- W miesiącu jest np. tylko 17 spektakli - mówi. - To nielogiczne, przecież spektakle przynoszą przychody. Kiedyś było nawet 30 spektakli w miesiącu.
Dla aktorów granie ma znaczenie prestiżowe, gdyż na tym przecież polega ich zawód, ale ma też istotny wymiar finansowy.

Zatrudnieni są na etatach, ale mają bardzo niskie podstawy. Za każdy zagrany spektakl mają płacone dodatkowo od 160 do 215 złotych (w zależności od roli, jaką grają).

Kierownik literacki Urszula Liksztet przyznaje, że w teatrze powinno być więcej pieniędzy. Nie tylko na przedstawienia, ale i na inne działania promocyjne - mówi. - Tymczasem często od głównej księgowej słyszymy: nie ma pieniędzy, nie można, nie da się. Chciałabym, aby nasz teatr pozostał ważną instytucją artystyczną w mieście i regionie, która znajduje wspólny język ze swoją widownią.

Pozostali nasi rozmówcy, którzy jeszcze krytyczniej oceniają sytuację w teatrze, nie chcą podawać nazwisk. - Najbardziej człowieka wkurza to, że niby idzie produkcja, idą premiery, a potem gramy raptem cztery – pięć przedstawień i koniec. Każda premiera musi mieć czas na dojrzenie, rozegranie się. A tego nie ma - mówi nam jeden z aktorów Norwida.

Przykładem może być „Kolacja dla głupca”, na której prawie zawsze był komplet widzów. Premiera spektaklu była w maju ubiegłego roku. Potem zagrano go kilka razy i cisza. „Kolacja” pojawiła się w repertuarze dopiero po paru miesiącach. - Trzeba było ją grać do oporu, skoro ludzie tego chcieli. W mieście była opinia, że to dobry spektakl - mówią aktorzy. - Kto po dwóch miesiącach będzie o tym pamiętał i przyjdzie?

(...)
Dyrektor Koca widzi tę sytuację inaczej.
- Taka jest specyfika teatru, że gra się różne spektakle - mówi. Przyznaje, że aktorzy zarabiają za mało. - Ale to dlatego, że mają bardzo małe podstawowe pensje – mówi Bogdan Koca. - Sytuacja jest trudna, ale się poprawia. Dotyczy to zresztą wszystkich pracowników teatru.

Nie uważa, że aktorzy grają mało. - Gramy sporo spektakli, w tym sezonie mieliśmy już 7 premier - mówi. - Dzisiaj gra cały zespół.

Ten rok jest dla nas bardzo dobry - podkreśla Bogdan Koca. - Od stycznia do końca marca teatr odwiedziło 8 tysięcy osób. Dawno nie mieliśmy tak wielu widzów. To powoduje, że praktycznie nie odwołujemy spektakli, co w przeszłości się zdarzało. Od początku tego roku odwołaliśmy jeden (wspomniany „Proces”), ale on był zaplanowany na piątek, 1 kwietnia. Ludzie prawdopodobnie zrobili sobie długi weekend i bilety nie zeszły.

(…)

Narozrabiali w Zittau
Jakby mało było problemów na linii zespół - dyrektor, do kompromitującego zdarzenia doszło podczas kwietniowego wyjazdu Teatru Norwida na przegląd teatrów do Zittau. Dwóch pracowników obsługi upiło się i zdemolowali pokój w hotelu, w którym spali. Wybili szybę, przypalili stół oraz pobrudzili wymiocinami wykładzinę i pościel. W pokoju był olbrzymi smród. Interweniowała niemiecka policja, wezwana przez obsługę hotelu. - To kompromituje nasz teatr i uderza w zespół aktorski - mówi nam jeden z pracowników teatru.

Bogdan Koca uważa, że to był drobny incydent. - Korzyści wynikające z wyjazdu do Zittau są wielokroć większe. Spektakl (Czarna maska - przyp. Aut.) był bardzo dobrze przyjęty, aktorzy wychodzili na koniec sześć czy siedem razy do braw. A pracownicy? Wystawili złe świadectwo sobie, nie teatrowi – uważa. Jak mówi, zwolnił ich natychmiast, jak dowiedział się o zdarzeniu. Było to w noc poprzedzającą występ. - Odesłałem ich do Jeleniej Góry - mówi.

Zastrzega też, że nie popsuły się relacje pomiędzy teatrem jeleniogórskim a teatrem w Zittau. - Przeciwnie, usłyszałem wiele słów współczucia, że nas coś takiego spotkało - mówi.

Cały artykuł w „Nowinach Jeleniogórskich” nr 18/11.

Komentarze (4)

pewnie to jacyś znajomi skoro w/g dyrektora to tylko drobny incydent. Za takie wybryki leci się z pracy chyba ze się mylę....

NIEDLUGO DOJDZIE DO TEGO,ZE NASI JELENIOGORSCY AKTORZY BEDA STALI PRZED BANKAMI,MARKETAMI..Z ZACHETA...-PIETRUSZKA DZIS PO 1 PLN...LUB DZIS KREDYT Z PREZENTEM..WYCIECZKA DO PIECHOWIC.. :shock: :shock: :shock: :shock:

ale jaja, wstyd i komuna...

Bo dyrektor ma wszystko układać tak, żeby aktorom było na rączkę. Takie rzeczy to chyba tylko u nas. Swoją drogą niech ci "odważni" nie boją się ujawnić, bo wychodzi na to, że tylko jedna osoba ma jaja, żeby się wypowiedzieć pod swoim nazwiskiem. Chociaż chyba łatwo się domyślić, którzy są tacy cięci.

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.