Katarzyna w błędnym kole

Katarzyna w błędnym kole

Nie ma pracy, bo musi się opiekować dwójką małych dzieci. Nie chce już dłużej mieszkać u rodziców, ale nie ma dokąd pójść. Chce dostać mieszkanie do remontu, ale miasto jej go nie da, bo nie ma pracy i dochodów. I kółko się zamyka.

- Ale ojciec dzieci zna się na budowlance i pomoże mi wyremontować takie mieszkanie. Niech by dali chociaż pokój z kuchnią. Własny kąt, to własny kąt. A tu dłużej nie mogę mieszkać, bo się z rodzicami, a zwłaszcza z ojcem nie dogaduję. Jest alkohol, kłótnie i krzyki. Nie chcę żeby dzieci to widziały. Chcę żeby miały spokój – mówi 23-letnia Katarzyna Tokarczuk, matka dwójki dzieci.

Roczna Julka śpi w łóżeczku stojącym pod segmentem. Obok niej, w drugim takim łóżeczku śpi 3-letni Michał. Resztę miejsca w pokoju zajmuje wersalka, ława, fotel i choinka. Zostaje tylko trochę miejsca na otwarcie drzwi i żeby się jeszcze wózek Julki zmieścił.

Oprócz Katarzyny i jej dzieci w 36-metrowym mieszkaniu mieszkają jej rodzice i brat. Na każdego przypada więc po 6 metrów kwadratowych powierzchni. A za trudne warunki lokalowe uznaje się takie, kiedy na osobę przypada nie więcej niż 5 metrów powierzchni.

Magistrat odmówił kobiecie samodzielnego lokalu. Może się jednak ubiegać o lokal do remontu, ale pod warunkiem, że wykaże się stałymi dochodami, bo przecież remont kosztuje, a potem mieszkanie trzeba utrzymać.

- Mam 700 złotych alimentów, 136 złotych rodzinnego i zasiłki z opieki. Dorabiam też sobie sprzątaniem u ludzi. Miesięcznie będzie tego nieco ponad 1000 złotych. Mieszkając z rodzicami dokładam się do wszystkich rachunków. Na swoim też bym się utrzymała. Ale do pracy nie mogę iść, bo nie mam co zrobić z dziećmi. Michała nie chcieli we wrześniu przyjąć jeszcze do przedszkola, bo nie miał 3 lat. A na miejsce w żłobku dla Julki nie było szans. Jet jedna taka placówka i było 70 dzieci na liście rezerwowej. A nie mam 500 złotych na niańkę – opowiada młoda matka.

Próbowała szukać czegoś do wynajęcia. Było mieszkanie za 250 złotych w Kowarach, ale jak właściciel usłyszał, że będzie dwoje małych dzieci, to powiedział, że oferta nieaktualna.

- Ja się pracy nie boję, najlepsza byłaby gastronomia. Od września tego roku Michał pójdzie do przedszkola. Będę też próbowała załatwić ten żłobek dla Julki. Ale to dopiero od września.

Były partner Katarzyny, ojciec dzieci obiecał jej pomoc w wyremontowaniu mieszkania, które miałaby dostać od miasta. Sam jednak pracuje na czarno, więc nawet jego oświadczenie nie będzie dla urzędu miasta gotowości pomocy nic warte. Na razie jednak wnioskował o zmniejszenie alimentów na dzieci. Sąd jednak wniosek odrzucił.

Komentarze (3)

W magistracie wyrazny brak woli
jak zawsze.

Nawet prezydent Jeleniej Gory zapomina ze to On jest dla Nas a nie odwrotnie.

Wyborca

Jawnie pisze się że dorabia, pracuje na czarno. Nienormalne. Brak podatków. Błędne koło. Żłobki, przedszkola w takich cenach aby stać było najuboższego. No i miejsca pracy aby zarobić na wszystkie potrzeby. Błedne koło. Bieda pokoleniowa.

Doskonale rozumie polozenie tej pani sama mieszkam z synkiem u mamy pracuje w kilku miejscach nie mam czasu dla dziecka a o wlasnym mieszkaniu juz nawet nie marze.Polska rzeczywistosc :huh: :huh: :0 :angry:

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.