Kosmos i koty

Kosmos i koty

Jeden śpi na piecu, trzy na wersalce, kolejne dwa na fotelach, reszta biega po domu lub wychodzi na balkon. Jest ich co najmniej kilkanaście. Między nimi biega kundelek. Nawet nie wchodząc do mieszkania Kazimierza Kodzisa, już na klatce schodowej czuć, że w tym budynku są koty.

- Mnie te koty nie przeszkadzają, po klatce schodowej nie chodzą. Może tylko ten smród... - mówi sąsiadka hodowcy kotów.
Ale najbardziej koty lokatora z pierwszego piętra przeszkadzają sąsiadowi mieszkającemu nad nim.

- Można mieć zwierzę w domu, nawet dwa, trzy. Ale dwadzieścia! Zresztą ten smród o czymś świadczy. Sanepid twierdzi, że moje uwagi są słuszne, zarządca budynku każe mu przywrócić mieszkanie do stanu używalności, ale poza pisaniem, nic się nie dzieje. A sąsiedzi pozabierali klamki z okien na klatce schodowej i nawet nie można ich otworzyć, żeby się wietrzyło – ubolewa Tadeusz Mikluczka.

W sprawie kotów pana Kazimierza krążą pisma i petycje, a ich właściciel przekonuje, że stara się jak może zajmować swoimi pupilami, także od strony higienicznej.

- O, widzi pan. Tu mam dwa mopy i inne rzeczy do sprzątania. Te narzuty też od czasu do czasu piorę. Nie mam dywanów, bo podłogę szybko się zmyje czy zamiecie. A ten bałagan... Trochę jestem zakłopotany, bo gdybym wiedział, że pan przyjdzie, to bym posprzątał. Ten bałagan jest mój, to nie koty – gospodarz, przestawia jakieś sprzęty, podnosi z ziemi przewrócony fotel.

Otwiera drzwi na balkon i cztery kociaki ochoczo wychodzą złapać świeżego powietrza. Reszta „burków” śpi. Na podłodze w kilku miejscach stoją naczynia i pojemniki z jedzeniem dla kotów. Także talerzyk z kostkami dla psa. Jeden z kotów zabiera się do jedzenia. Po chwili spędzonej nad miską wskakuje na wersalkę. Dziwnie się napręża, jakby pokasływał, czy się krztusił. Za chwilę zwraca kolorowe, jeszcze nie przetrawione, kulki karmy.

- Ten, niech pan zobaczy, ma ślad po obroży. Przyniosła mi go taka pani zimą. Ktoś go wyrzucił, był ledwo żywy. Na pewno by zdechł, ale go odratowałem. A tego czarnego przyniosła mi studenta z akademika, bo jej zabronili trzymać kota. Miał może dwa miesiące. Jak mogłem go nie wziąć – opowiada pan Kazimierz.

W tym kocio-domowym, ogólnym bałaganie nie sposób nie zauważyć trzech dużych lunet do obserwacji nieba.

- Bo, wie pan, kosmos i koty, to całe moje życie – zawiesza głos pan Kazimierz.

Cały artykuł w najnowszych „Nowinach Jeleniogórskich” nr 25/09

 

Fot. GOK
Fot. GOK
Fot. GOK
Fot. GOK
Fot. GOK
Fot. GOK
Kosmos i koty
Kosmos i koty
Kosmos i koty
Kosmos i koty
Kosmos i koty
Kosmos i koty

Komentarze (8)

Takim ludziom, jak p. Kazimierz trzeba okazać wsparcie finansowe i życzliwość, jest dobrym człowiekiem, a to unikat w tych czasach!

nie rozumiem. mieszkanie na zdjeciach nie wyglada jakby bylo w fatalnym stanie. kazdy moze trzymac w domu to co tylko mu sie podoba. wolnosc tomku w swoim domku!

Uważam że to bardzo dobry człowiek a to że ma tyle kotów to na pewno jest spowodowane tym że ma dobre serce i nikogo nie potrafił by skazać na pewną śmierć nawet kotka czego możemy być świadkami.
Panu Tadeuszowi życzę większej wyrozumiałości i tego by nigdy nikt do niego się nie "przyczepił".

Pozdrowienia z daleka Tomasz Staniszewski.

..Mysle,ze tych ZLOSLIWYCH sasiadow..namowily MYSZY !!.

Nie takie rzeczy się widziało na facebooku, aczkolwiek artykuł bardzo ciekawy.

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.