Krzywda Musiałowskich

Krzywda Musiałowskich

Blisko 300 podpisów mieszkanców pod projektem uchwały dotyczącej przyznania pierwszeństwa nabycia dzierżawionej od 40 lat działki przez państwa Musiałowskich nie zrobiło wrażenia na radnych. Samorząd nie zgodził się na sprzedaż kawałka gruntu na skraju deptaka. Burmistrz jedynie przedłużył umowę dzierżawy. Rodzina Musiałowskich ma poczucie krzywdy. Kolejne samorządy miasta nie chcą uznać argumentów przedsiębiorcy. 

To zawiła historia, w ktorej wina jest rozmyta, ale krzywda oczywista.  Pisaliśmy o niej kilka miesięcy temu. - Przez prawie 40 lat prowadziliśmy działalność w obiekcie, jakiś czas temu jak nam się wydawało, kupiliśmy go, a potem okazało się, że nie mamy do niego prawa i będziemy musieli go opuścić – mówi Wojciech Musiałowski, prowadzący wraz z mamą i żoną sklep spożywczo-monopolowy „U Renaty” w centrum Karpacza.

Państwo Musiałowscy mają całe teczki dokumentów dotyczących historii ich urzędowych zmagań. Te pożółkłe pochodzą z czasów, kiedy pawilon handlowy przy ul. Konstytucji 3 Maja (wtedy ul. 1 Maja) należał do Spółdzielni Ogrodniczo-Pszczelarskiej w Jeleniej Górze. Właśnie w tej instytucji zatrudnieni byli Musiałowscy aż do 1991 r. , do czasu upadku spółdzielni. Dokument z sierpnia 1991 skierowany do Musiałowskich przedstawia warunki nabycia pawilonu - w tym cenę, zakres. - Myśmy te pieniądze likwidatorowi spółdzielni zapłacili. Mamy rachunki. W związku z zakupem sklepu pozbawiono nas odprawy – mówi Wojciech Musiałowski. A jednak po latach okazało się, że do transakcji w świetle prawa nie doszło. Wygląda na to, że likwidator spółdzielni sprzedał Musiałowskim pawilon, do którego nie miał już żadnych praw.

 

Jeszcze przed zakupem pawilonu Musiałowscy rozpoczęli starania o wykup działki pod obiektem. Tymczasem zgodnie z decyzją wojewody z grudnia 1990 r zarówno działka jak i pawilon stały się własnością gminy Karpacz. W całym tym urzędniczo-formalnym galimatiasie w czasie ustrojowej transformacji negatywną rolę odegrał UM Karpacz. - To burmistrz Sadlak w piśmie nakłaniała nas do wykupu obiektu od spółdzielni w czasie, gdy już gmina była właścicielem gruntu i sklepu – mówi pan Wojciech. Jego zdaniem to był moment, w którym został wprowadzony w błąd przez samorząd, wykorzystano jego zaufanie do władz i ostatecznie oszukano.

 

Warto sobie uświadomić, że na owe czasu Musiałowscy zaciągnęli potężny kredyt w banku (w tamtejszych realiach znacznie dotkliwszy, niżby wynikało z prostego przeliczenia pieniędzy sprzed denominacji), aby zakupić pawilon. - To było w sumie 100 mln starych zł, a oprocentowanie sięgało 56 proc. w skali roku – podkreśla prowadzący sklep „U Renaty”. Potem przez lata inwestowali duże środki, choćby w przyłącza mediów czy opracowanie wizualizacji obiektu, tak, aby pasował do ładu przestrzennego Karpacza.

 

Przez kolejne lata nabici w butelkę handlowcy zabiegali o wyjaśnienie statusu prowadzonego obiektu. Chcą uznania ich praw do nieruchomości, proszą o możliwości wykupu nieruchomości. Bez skutku. Burmistrzowie kolejnych kadencji nie podejmowali pozytywnych dla Musiałowskich decyzji. Urzędowe pisma często zaprzeczają sobie. - Nasz status prawny okazuje się zmienny i zależny od sytuacji. Jak chodzi o ewentualna rozbiórkę obiektu i uporządkowanie terenu, to jesteśmy właścicielami. Podobnie wtedy, gdy potrzebne jest pozwolenie na budowę. Z kolei nie jesteśmy właścicielami, kiedy nalicza nam się zarówno podatek od gruntów i od budynków związanych z prowadzeniem działalności – mówi Wojciech Musiałowski. Według właściciela „U Renaty” na przestrzeni lat wyraźnie widać, że był on gorzej traktowany niż inni znajdujący się w podobnej formalnie sytuacji. - Dla innych , także sąsiadów, zajmujących ościenne działki, stworzono warunki, w których wykup nieruchomości stał się możliwy - twierdzi.

 

Ostatnią nadzieją Musiałowskich było zebranie podpisów w ramach inicjatywy obywatelskiej pod projektem uchwały przyznającej pierwszeństwo wykupu przez nich dzierżawionego od dziesiątek lat gruntu. Rada Karpacza nie przystała jednak na to. - Nieruchomość należy do miasta, a w radzie nie widzę woli, aby obiekt sprzedać. Wszystko wskazuje na to, że przedsiębiorcy będą musieli ostatecznie oddać nieruchomość. Pawilon stoi w wyeksponowanym, istotnym dla ładu przestrzennego Karpacza miejscu – wyjaśnia Radosław Jęcek, burmistrz Karpacza. Dodaje, że pawilon zostanie zburzony, a teren po nim zostanie zagospodarowany na skwer będący częścią reprezentacyjnego deptaka.

 

Niepewność związana z pandemią sprawia, że dokończenie prac przy deptaku pozostaje mglistym planem. Jego realizacja zależy odzyskania dofinansowania na projekt. - Mamy umowę dzierżawy do końca roku, co dalej nie wiadomo – mówi pan Wojciech
 

Komentarze (16)

Powiem tak ;jak by tą działkę chcieli kupić klechy to by im sprzedano z 99% bonifikatą .
Żyjemy w obcym państwie w państwie represyjnym wobec swoich obywateli. Wstyd i hańba.

Natomiast ja tobie powiem tak,że gdyby sprawa dotyczyła jednego z dwóch ogólnie wszystkim znanych w Karpaczu biznesmenów.To obecny burmistrz ale i poprzedni dawno by im sprzedał i jeszcze wypłacił odszkodowanie.

Znasz komuchu taki przypadek, czy tylko tak sobie POpierdujesz?

Temu czerwonemu fiutowi razem z czekistą puszczają nerwy i zwieracze, dlatego tak często tutaj s rają

Człowieku Ty zastanów się co piszesz i nie siej nienawści do innych ludzi. Jeśli nie pasuje państwo takie jakie jest wyprowadź się do Niemiec Francji tam cały czas potrzebne ręce do roboty. Pożyjesz w państwie bez represji wolnym pięknym. Jesteś wolnym człowiekiem nikt Cię tu nie trzyma. Szerokiej drogi

Przedłużenie dzierżawy nic nie zmieni. Na nie swoim terenie nikt nie będzie inwestował. W efekcie dalej ulice będzie szpeciła buda z lat 70 .Działania władz mają niejako przymusić tych państwa to rezygnacji z dzierżawy a następnie ogłoszeniu przetargu .Przetargu na który jyz zapewne czeka dwóch wspomnianych wyżej karpackich biznesmenów

Nie masz prawa kazać komukolwiek wynosić się z własnego kraju tylko dlatego, że nie podoba ci się jego odmienne zdanie. Ciesz się, że w ogóle ma kto robić na sponsorowaną przez państwo patologię, której jedynym osiągnięciem życiowym jest dorobienie się sporej gromady gąb do nakarmienia. Jeśli tacy ludzie wyjadą, podążysz za nimi tak szybko, że ich wyprzedzisz.

PiSowskie podejście do sprawy.Zagrabić,bo następnych wyborów to nie wygrają.

Tyle, że w karpaczu i najbliższej (+50km) okolicy na burmistrzowskich czy prezydenckich stołkach nikogo z pisu nie zobaczysz.Tak więc to takie POowsko PSL owsko sldowskie podejście.

NIESTETY..takich spraw trzeba bylo wcześniej pilnować i TYLKO akt notarialny jest GWARANTEM PRAWA WŁASNOŚCI!!!!!

Krzywda oczywista. Władze były wtedy z czerwonej spuścizny. Ale pawilon trzeba zburzyć. Jest ohydny. W jego miejsce musi być wolne przestrzeń, której temu miastu potrzeba. Bo teraz to coraz bardziej jak nora wygląda.

Twój ryj jest ohydny

A kogo ten pawilon zasłania?

Wystarczyło trochę dobrej woli i spojrzenie na sprawę w inny sposób,niekomercyjny -przecież Państwo Musiałowscy tam po prostu od 40 lat zarabiali tylko na swój przysłowiowy chleb , nic więcej!To dzięki ich przedsiębiorczości na tamte czasy można było właśnie u nich kupić takie produkty,których nigdzie nie było....
Rada teraz nie potrafiła do tego podejść po ludzku !
Bardzo to przykre niestety.Ktoś powie"nieznajomość prawa szkodzi i niestety nie usprawiedliwia" -taka prawda!

PO-PSL-SLD-TVN-Amber-Gold, i tyle w temacie KLIKI KOLESI.

Czemu właściciel nie napisze to co oficjalnie nie raz powtarzał, że niektórzy z Radnych po darmowe nowalijki przychodzili dla swoich rodzin.

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.