Nóż w wodzie

Nóż w wodzie

„Z wyrokiem się nie godzę i będę się apelował. Zostałem skazany dlatego, iż jestem kaleką, niedosłyszę, bo jestem głuchy, a sąd skazał mnie na poszlakach. Nie było mojego dena pod paznokciami denata, więc kto to zrobił?” - Marek J. i jego obrońca poprosili sąd o uzasadnienie wyroku. W ostatnim słowie oskarżony o zabójstwo kamiennogórzanin prosił o uniewinnienie.

Niebawem okaże się, czy sąd apelacyjny znajdzie jakieś okoliczności, które będą mogły zmienić karę 25 lat więzienia. To już 15 wyrok w życiu 45-letniego mężczyzny. Wcześniej siedział za rozbój, drobne złodziejstwo, kradzież prądu, zabicie psa i wyłudzenie kredytu. Sąd uznał, że zdemoralizowany osobnik lekce sobie ważył wszystkie dotychczasowe kary i nakazy, i nie wykazywał najmniejszego zainteresowania zmianą sposobu życia.

Socjalna renta, socjalna klitka, zbieranie złomu i byle „jabol” wystarczyły mu do życia. Przy boku była jeszcze Ewka, konkubina, którą lał, czym popadło. „Ta rana, to po nożu, tu po siekierze, a ten siniak od kopniaków” - opisywała w czasie przesłuchań kobieta. Więc gdy widziała, że jest już dobrze wypity, to chowała te noże i siekierę, żeby czasem pod ręką się nie znalazły. Bała się go, ale oderwać się od typa nie mogła. Marek zabił konkubenta jej matki, ale o tym za chwilę.

Miał też Marek J., ps. Jaszczur, matkę. Zmarła w czasie jego procesu. Gdy Krystyna żyła, nie raz oberwała od syna. Robił po pijanemu awantury, wyrzucał ją z domu, albo zamykał, że nie mogła wyjść. Nie raz meble z mieszkania lądowały na klatce schodowej. Ale mamusię kochał. Kobieta miała swoje mieszkanie, bez światła i gazu. Sama również nie wylewała za kołnierz, choć przekonywała śledczych, że już "nie pije odkąd miała operację na żołądek, czyli gdzieś tak od lat osiemdziesiątych”. Najbardziej lubiła piwo marki „Kozackie” za złoty trzydzieści, a innych nie piła. Kto wie, czy „Jaszczura” nie pchnął do zbrodni urażony matczyny honor, choć z Tadkiem nigdy nie miał zatargów, ale o tym za chwilę.

Już dawno temu Kryśka przyjęła pod dach Jolkę, czyli matkę konkubiny swojego syna i Tadka, konkubenta Jolki. Żyli z dnia na dzień, oglądali telewizję, ciułali na flaszkę i pili. Między gospodynią, a lokatorami dochodziło ostatnio do sprzeczek i kłótni, bo nie chcieli Kryśki częstować alkoholem i chowali przed nią jedzenie. Jolka też czasem czytała. Nawet wtedy, gdy „Jaszczur” przyszedł do matki i za chwilę miał zabić Tadka, „miała w ręku horror lub romans”. Oczywiście nie spodziewała się, że Marek przyjdzie z nożem i dźgnie nim Tadka w serce, ale o tym za chwilę.

Cały artykuł w najnowszych "Nowinach Jeleniogórskich" nr 6/11.

Komentarze (2)

"Sąd uznał, że zdemoralizowany osobnik lekce sobie ważył wszystkie..."

Hehe dobry jest autor :D

do pierdla cwe*a

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.