Najbardziej poszukiwani budowlańcy i kucharze

Fot. ilustracyjne Pixabay

Budowlańcy i kucharze to najbardziej poszukiwane zawody na Dolnym Śląsku. Tak wynika z badania „Barometr zawodów 2019”, zrealizowanego przez Dolnośląski Wojewódzki Urząd Pracy. Pojawiły się również nowe zawody deficytowe w naszym regionie – to m.in. kosmetyczka, mechanik, nauczyciel i pracownik służb mundurowych.

 Największe deficyty w branży budowlanej dotyczą wszystkich powiatów na Dolnym Śląsku.

Podobna sytuacja panuje w branży gastronomicznej, gdzie w większości powiatów wskazywano na brak kucharzy, szefów kuchni, masarzy i wędliniarzy.

 W Jeleniej Górze zatrduniają obcokrajowców

W mniejszym stopniu – niż jeszcze rok temu – pracodawcy poszukują barmanów, piekarzy i cukierników. W tych zawodach zatrudnienie znalazło wielu obcokrajowców.

W Jeleniej Górze i powiecie jeleniogórskim jeszcze rok temu występował jeden zawód nadwyżkowy, a obecnie ich już nie ma.

Praca od ręki

Niemal od ręki praca czeka m.in. na budowlańców, kierowców, nauczycieli, pracowników ochrony zdrowia i służb mundurowych.

Wygenerowana prognoza na 2019 rok dla całego województwa dolnośląskiego wskazuje na dalsze pogłębianie się niedoborów występujących na rynku pracy, podobnie jak w ostatnich latach. Liczba zawodów deficytowych zwiększyła się w ciągu roku z 42 do 47, natomiast drugi rok z rzędu nie występuje żaden zawód nadwyżkowy. To jasny sygnał, że mamy do czynienia z rynkiem pracownika – wylicza Bartosz Kotecki, wicedyrektor Dolnośląskiego Wojewódzkiego Urzędu Pracy.

Poszukiwani są mechanicy i kosemtyczki

W prognozie na rok 2019 wśród zawodów deficytowych, które wskazywano jeszcze w poprzednim roku ubyło m.in. blacharzy i lakierników samochodowych, inżynierów budownictwa, monterów konstrukcji metalowych, nauczycieli szkół specjalnych.

Ale pojawiły się nowe zawody, które uznane zostały za deficytowe w naszym regionie. Są to: kosmetyczki, mechanicy maszyn i urządzeń, nauczyciele przedmiotów ogólnokształcących, pracownicy ds. jakości, pracownicy ds. rachunkowości i księgowości, pracownicy fizyczni w produkcji i pracach prostych oraz pracownicy służb mundurowych.

Nie mają pracy, bo jej nie chcą

Autorzy „Barometru zawodów” zestawili branże, w których najbardziej brakuje pracowników z listą 10 zawodów, w których zarejestrowanych jest najwięcej osób bezrobotnych m.in. sprzedawca, kucharz, murarz, ślusarz, robotnik budowlany.

Większość z nich poszukiwana jest na rynku pracy.

Dlaczego więc nie znajdują pracy?

Według uczestników badania powodami takiej sytuacji są zdezaktualizowane kwalifikacje, brak doświadczenia praktycznego, brak uprawnień zawodowych i w wielu przypadkach również brak znajomości języków obcych.

Najczęściej wskazywany jest jednak inny powód – niechęć do podjęcia pracy.

Stąd też wytężone działania publicznych służb zatrudnienia, by te grupy zaktywizować – dodaje wicedyrektor Kotecki.

 Niedobór kadr jest tak duży, że dla wielu pracodawców już sama chęć do pracy jest wystarczającym powodem do zatrudnienia danej osoby. Część pracodawców deklaruje nie tylko chęć zatrudnienia, ale i przyuczenia do zawodu.

- W tej sytuacji zmienia się praca publicznych służb zatrudnienia, które wzmacniają swój wizerunek jako urzędy dla pracodawców i ich pracowników, a nie tylko dla bezrobotnych – podsumowuje Michał Bobowiec, członek zarządu województwa dolnośląskiego.

Badanie „Barometr zawodów” od 4 lat w regionie prowadzi Dolnośląski Wojewódzki Urząd Pracy. Rokrocznie DWUP angażuje ponad 100 lokalnych specjalistów i praktyków rynku pracy mających codzienny kontakt zarówno z pracodawcami jak i osobami poszukującymi pracy. W części powiatów, podobnie jak w latach poprzednich, w panelach uczestniczyli przedstawiciele lokalnych agencji zatrudnienia, związków pracodawców czy też instytucji kształcenia ustawicznego.

Komentarze (6)

Ta pani ze zdjęcia to budowlaniec? Trochę niedowidzę, ale musi chyba nieźle mieszać wapno.

Fragmentu o kucharzach już nie doczytałeś czy nie zrozumiałeś?

Trochę niedowidzę. Ty jesteś ta laską ze zdjęcia? Nawet podobny jesteś.

...WUP całkowicie zbędna instytucja...powinno się zlikwidować w ramach oszczędności...

"Najczęściej wskazywany jest jednak inny powód – niechęć do podjęcia pracy." A kto by chciał tyrać za minimalną u Janusza? Jak nie można znaleźć pracownika to należy podnieść pensję.

Pracowałem w jednej z wielu małych firm w Jeleniej Górze. Branża finansowa. Firma miała niezłe obroty. Wiem bo miałem dostęp do bilansu. Pracowników razem ze mną było 3 . Wiele razy prosiliśmy szefa o podwyżkę, ale zawsze słyszeliśmy że na razie nie ma kasy, może w kolejnym miesiącu. Każde z nas zarabiało 1700zł, a pracowaliśmy od poniedziałku do soboty (2 soboty w miesiącu , ale nie były płatne, bo tak sobie wymyślił szef). Wszystkim nam zależało na pracy bo każde miało jakieś zobowiązania. Prywatnie rozmawialiśmy o sytuacji w firmie i każdego to irytowało. Po raz kolejny poszliśmy do szefa z prośbą o podwyżkę, albo chociaż po premię . Ta sama gadka dotarła do naszych uszu. Ale za kilka dni widzimy szefa nie w 15-letnim Nissanie a w kilkuletniej a może nawet nowej Skodzie. To był cios. Akurat tak się stało że jedno z nas grubo myślało o odejściu z firmy i rozmawiało już z inną firmą. Odeszliśmy wszyscy do tej firmy i mamy po 2000zł. A firma w której pracowaliśmy do tej pory jest od kilku miesięcy nieczynna. Gdyby pracodawcy płacili więcej swoim pracownikom to nie byłoby problemu z brakiem pracowników.

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.