Niebezpieczna droga do szkoły

Niebezpieczna droga do szkoły

Drut kolczasty przy płocie i pędzące ulicą samochody – w takich warunkach niepełnosprawne dzieci z Jeleniej Góry chodzą do szkoły. - W każdej chwili może dojść do wypadku – alarmują mieszkańcy.

- Odprowadzałam córkę do szkoły. Nagle nadjechał samochód. Kierująca wpadła o rowu, by uniknąć zderzenia z nami. Inaczej moja córka Aurelka byłaby pod kołami – opowiada Halina Wrotnowska, która codziennie przyprowadza niepełnosprawną córkę do szkoły.

Chodzi o ulicę Kruszwicką. To jedyna droga do Zespołu Szkół i Placówek Specjalnych w Jeleniej Górze. W szkole uczy się ok. stu dzieci.
- Droga do szkoły jest bardzo niebezpieczna – przyznają rodzice. Szczególnie ciężko jest przejść odcinkiem od ul. Wolności do pierwszego zakrętu. Jest tam wprawdzie chodnik, ale... - To ulubione miejsce młodych kierowców. Pędzą tędy ze sto na godzinę – mówi Zdzisław Wiśniewski, mieszkaniec Kruszwickiej.

Podobnie wypowiada się inna mieszkanka, Maria Zaborska. - Tędy chodzi młodzież, ludzie starsi – wymienia. - A oni pędzą bez opamiętania.
Kiedy rozmawialiśmy z mieszkańcami, ulicą przejechał samochód. Omal nie potrącił niepełnosprawnego chłopca, który wracał ze szkoły. Samochód nie zwolnił ani na chwilę, jedynie zatrąbił. Dziecko jeszcze bardziej się wystraszyło.

To jednak nie wszystko. Inna mieszkanka Krystyna Bartnicka stara się o usunięcie drutu kolczastego z betonowego płotu Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego. Płot ten rozciąga się wzdłuż chodnika na Kruszwickiej. - Niektóre dzieci ledwo chodzą, co chwilę chwytają się płotu. Co będzie, jak któreś się potknie i wpadnie na drut – pyta kobieta. Drut jest co prawda na górze płotu i nie wystaje nad ulicę, ale w kilku miejscach jest on łatwo dostępny. W płocie są też ubytki, uzupełnione siatką i właśnie drutem. Pani Krystyna jest emerytowaną nauczycielką. - Właśnie dlatego nie mogę obojętnie patrzeć na te dzieci – mówi.

Jak mówi, była u prezesa MZK, ale on stwierdził, że ma ważniejsze sprawy niż naprawa płotu. Czy nie można chociaż zdjąć drutu?
- On zabezpieczał zakład przed złodziejami paliwa. Przed laty tamtędy przerzucano pełne kanistry – mówi prezes MZK Marek Woźniak. - Ostatnio takich sytuacji praktycznie nie ma, ale zabezpieczenia zostały. Mamy jednak dużo pilniejsze potrzeby inwestycyjne. Martwię się, skąd znaleźć pieniądze na wymianę taboru. Po ulicach jeździ kilka autobusów, które mogłyby pójść na wybory, bo mają już po 21 lat – mówi. - Myślę, co zrobić, żeby nie rozleciały się na trasie.

Jak powiedział, w dalszych planach jest wymiana betonowego płotu na metalowe, pionowe szczeble. Tyle, że to kwestia lat. Prezes obiecał jednak, że ściągnie drut kolczasty w miejscach, które najbardziej zagrażają młodzieży.
Leszek Karbowski, prezes Towarzystwa Walki z Kalectwem, który mieszka na Kruszwickiej uważa, że niewielkim wysiłkiem na tej ulicy można byłoby poprawić bezpieczeństwo. - Na zakręcie ul. Kruszwickiej przydałoby się lustro. Na prostym odcinku drogi – ograniczenie prędkości i spowalniacze. To jedyne wyjście, by kierowcy zwolnili.

Ludzie mówią też, że w części ulicy nie świecą latarnie i przed świtem i po zmroku jest ciemno. L. Karbowski proponuje też zmianę organizacji ruchu. By kierowcy skręcający w lewo za zakładem mieli pierwszeństwo. To spowoduje, że nie będzie można rozpędzić się na prostej.
- To jest bardzo ważne. Do tej szkoły chodzą dzieci m.in. z zaburzeniami neurologiczno-psychicznymi. One nie będą uważały na przejeżdżające auta, to kierowcy powinni na nich zwracać szczególną uwagę – mówi L. Karbowski.

W podobnym tonie wypowiada się dyrektor szkoły Romuald Szpot. - W placówce trwa remont. Będziemy wnioskowali, by po jego zakończeniu poszerzyć odcinek drogi, na którym nie ma chodnika – mówi. Jak przyznał, pisał już pisma o zamontowanie ograniczników prędkości. - Staraliśmy się o to trzy lata temu, ale bez skutku. Nasze pismo pozostało bez odpowiedzi – mówi. - To tym bardziej dziwne, że na kolejnej ulicy odchodzącej od Wolności – Granicznej – takie ograniczniki są. A tam nie ma takiego niebezpieczeństwa jak u nas.

Zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów Jerzy Bigus nie mógł odnaleźć tego pisma. Nie potrafił też wyjaśnić, dlaczego nie udzielono na nie odpowiedzi. - Jesteśmy jednak otwarci – zadeklarował. - Jeśli mieszkańcy zwrócą się do nas o zamontowanie takiego ogranicznika, na pewno zrobimy to. Można tam wybudować hopki z kostki betonowej. One są lepsze od tych przykręcanych, gdyż są trwalsze – proponuje. - Nie zrobimy tego jednak w tym roku, bo ledwo nam starcza na bieżące utrzymanie dróg, ale w przyszłym na pewno.

Ludzie mogą też zawnioskować o zamontowanie lustra czy zmianę organizacji ruchu. Wtedy MZDiM oceni, czy zmiana jest to zasadne.
- Zwrócimy się o to wszystko. Sprawdzimy, czy to przyniesie skutek – powiedział Leszek Karbowski. My też.

Komentarze (1)

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.