Obrona mnoży wątpliwości

Obrona mnoży wątpliwości

Czy baner reklamowy stojący przy skrzyżowaniu Bacewicz i Jana Pawła II mógł utrudniać widoczność kierowcy mercedesa vito i ten przez to nie zauważył jadącego autobusu? Czy powypadkowych oględzinach dostawczego samochodu uwzględniono w jakiej pozycji znajdował się drążek zmiany biegów? Odpowiedzi między innymi na te pytania chce poznać obrona w procesie Alberta B., oskarżonego o spowodowanie tragicznego wypadku autobusu na jeleniogórskim Zabobrzu w marcu zeszłego roku.

Proces jest już w końcowej fazie, a na ostatniej rozprawie obrona zsypała biegłego bardzo szczegółowymi pytaniami. Niektóre z nich sąd uchylił.

Wypadek, w którym zginęły dwie kobiety, a wiele osób zostało rannych został zakwalifikowany jako katastrofa w ruchu lądowym. Kierowca autobusu, który wiózł pracownik Draexlmaiera po popołudniowej zmianie do domów, dobrowolnie poddał się karze półtora roku więzienia w zawieszeniu na cztery lata, jako współwinny wypadkowi. Główny sprawca, Albert B., przekonuje sąd, że nie widział nadjeżdżającego autobusu przez bilboard stojący przy ulicy, a poza tym nie mógł wjechać na skrzyżowanie z prędkością ponad 70 km/h, bo na drugim biegu stare auto nie miałoby takiego osiągu.

Kluczową dla tez aktu oskarżenia była opinia biegłego z zakresu rekonstrukcji wypadków drogowych, który stwierdził, że gdyby choć jeden z pojazdów uczestniczących w wypadku jechał z przepisową prędkością, to do zderzenia by nie doszło.
Autobus jechał Aleją Jana Pawła II z prędkości 91 km/h. Z zapisów tachografu wynika, że w ciągu około 6 ostatnich minut jazdy kilkukrotnie przekraczał dozwolona prędkość o około 30 km/h. Zaś kierowca mercedesa vito wjechał na skrzyżowanie od strony ulicy Sygietyńskiego z prędkością 73,4 km/h. Ta ostatnia wartość, jak określił ekspert, jest najbardziej realną, określoną na podstawie rozmiarów zdarzenia, zniszczeń pojazdów, śladów hamowania i innych elementów.

Obrona przekonuje, że kierowcy vito mógł utrudnić widoczność bilboard umieszczony w pobliżu skrzyżowania za chodnikiem. W czasie procesu okazało się, że tablica o powierzchni 11 metrów kwadratowych stała w tym miejscu nielegalnie i dopiero po zapytaniu sądu, urząd miasta nakazał właścicielowi jej usunięcie.

Obrońca oskarżonego dopytywał biegłego, czy w chwili oględzin miejsca zdarzenia widział ten bilboard i sprawdzał, czy rzeczywiście mógł on ograniczać widoczność.
Ekspert przyznał, że nie wie, czy akurat wtedy stała tam tablica reklamowa, ale nie kojarzy by tam była, bowiem nic nie zasłaniało mu widoczności ani z lewej, ani z prawej strony dla osoby wjeżdżającej na skrzyżowanie. Biegły stwierdził także, że swoje czynności, oględziny i pomiary wykonywał na miejscu zdarzenia w dzień. Do wypadku, przypomnijmy, doszło pod koniec marca, po godzinie 22.

Właścicielem auta, którym jechał Albert B., był jego brat. Świadek ten stwierdził, że samochód miał silnik nadający się do remontu i niemożliwe jest, aby na drugim biegu mógł osiągnąć prędkość ponad 70 km/h. Oskarżony mówi, że wjechał na skrzyżowanie z prędkością 30-40 km/h. Mógłby tę tezę potwierdzić dowód w postaci informacji o tym, na jakim biegu znajdował się samochód tuż po zdarzeniu. Na wniosek obrony sąd wystąpił do policji z wnioskiem o zdjęcia z oględzin, zwłaszcza z wnętrza pojazdu z widokiem na drążek zmiany biegów.

Dopytywany jednak o te kwestie na rozprawie biegły zaznaczył, że z reguły kierowca odruchowo wrzuca „na luz”, ale zdarza się też, że wskutek wypadku i mechanicznego uszkodzenia skrzyni biegów, przełożenie może pozostać na pozycji, na jakiej było w chwili wypadku.
Kolejna rozprawa została zaplanowana na 27 stycznia.

Komentarze (2)

I pomyśleć że takim samym busem jeżdżę codziennie do pracy :/.

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.