Obywatel Europy innych czasów

Obywatel Europy innych czasów

Wspomnienie o Stefanie Rasińskim (1899 - 1978)
No i mamy za sobą doroczny czas rodzinnego świętowania. Zapełniły się autostrady, samoloty tanich i normalnych linii, wielu, dla których przestały istnieć europejskie granice, zmierzało do domu, by przełamać się opłatkiem. Pozwalam sobie przypomnieć postać obywatela Europy innych czasów. Mowa o Stefanie Rasińskim, który zanim znalazł się w 1946 roku jako osadnik wojskowy w Augustowie, przysiółku wsi Giebułtów w gminie Mirsk, przemierzył nasz kontynent od krańca do krańca, stając się uczestnikiem najbardziej dramatycznych zawirowań historii.

Urodził się 25 lutego 1899 r. w gminie Łąck, pow. Gostynin. Nie nacieszył się długo beztroską dzieciństwa, gdyż po wyjeździe matki do Ameryki „za chlebem” znalazł się pod opieką dziadków, a takie były wówczas czasy, że edukację musiał zakończyć po dwóch latach nauki. Nie miał też możliwości zdobycia zawodu, toteż kiedy odsłużył wojsko, założył rodzinę i najmując się do sezonowych robót, nie widział szans na jej godziwe utrzymanie, wyjechał w 1930 roku do Francji. Tu zaczął pracę w kopalni Santa Maria działającej w rejonie Metzu. Jako górnik poznał środowisko lewicy i wstąpił do Komunistycznej Partii Francji, a po siedmiu latach wyjechał do Hiszpanii. We wspomnieniowej (mojego autorstwa) sylwetce Stefana Rasińskiego, zamieszczonej w „Portretach z pamięci” (Wrocław, KAW 1985) można przeczytać, że „Jako delegat polityczny I Batalionu XIII Brygady im. Jarosława Dąbrowskiego walczył między innymi pod Barceloną i Kordobą, a kiedy Republika upadła, dzielił los innych międzynarodowych brygad w obozach Francji i północnej Afryki. Wolność przyszła w maju 1943 roku z rąk aliantów”.

Kiedy przed laty rozmawiałam z synem komunarda, Mieczysława Rasińskiego, powierzył mi pożółkłe fotografie, wykonane w jenieckich czasach. Na jednym widać obóz koncentracyjny we Francji, na drugim - Stefana Rasińskiego z okresu pobytu w Maroku. Odnalazłam je w swoim archiwum z poczuciem winy, że do tej pory te cenne pamiątki nie wróciły do właściciela, co solennie zobowiązuję się wypełnić.

Kiedy odzyskał wolność, bohater tych burzliwych zdarzeń, wierny swoim przekonaniom, wraz z innymi towarzyszami jenieckiej niedoli napisał list do Stalina o wcielenie go do wojska. Komunardzi zgodę otrzymali i pokonując drogę z Afryki przez pustynię, morskim szlakiem i koleją dotarli do wytęsknionego Kraju Rad. 14 sierpnia 1943 roku Stefan Rasiński znalazł się w I Dywizji Kościuszkowskiej. Przeszedł szkolenie wojskowe w Riazaniu i pod Lenino zaczął swój drugi wojenny epizod, przemierzając z frontem inny szmat Europy. Czuwała nad nim Opatrzność, w którą nie wierzył, bo kiedy tylu poległo na różnych polach walki, on szczęśliwie, zwycięsko dotarł aż do Berlina.

Lata rozłąki z rodziną trwały piętnaście lat, a jednak podążał do niej wytrwale. Obecnie, kiedy tyle małżeństw rozpada się z powodu rozłąki (mimo telefonów, kontaktów przez Internet, możliwości podróżowania bez granicznych barier) znacznie krótszej, związanej z emigracją zarobkową, stałość uczuć tego człowieka budzi najwyższy podziw. Przeżył wojnę, wrócił do kraju i pod koniec 1945 r. został zdemobilizowany. Wrócił do najbliższych i już w roku 1946 jako osadnik wojskowy objął gospodarstwo i zamieszkał w Augustowie. W tym okresie wieś była już zasiedlona w 80 procentach. Od września dzieci poszły do szkoły. Zaczął działać sklep Samopomocy Chłopskiej, można było robić spotykać się w świetlicy wiejskiej, podjąć pracę w fabryce bawełny, która ruszyła w Giebułtowie.

Stefan Rasiński, działacz z dużym już doświadczeniem, włączył się do budowania nowej rzeczywistości, a w słuszność nowego porządku wierzył bez zastrzeżeń. Z synem wstąpił do PPR-u, przygotowywał referendum, organizując zebrania i wiece. Chciał zdobyć jak najwięcej argumentów, by przekonać innych do głosowania „trzy razy tak”, więc czytał wiele i miał poczucie, że brak wykształcenia stanowi jego niepowetowaną stratę.

Kiedy przyszła pora kolektywizacji, okazał się jej gorliwym zwolennikiem i założycielem. Był niepomiernie zdumiony, kiedy okazało się, że spółdzielców jest piętnastu, ale rolników gotowych do gospodarowania na wspólnym - tylko pięciu. Ten stan rzeczy jednak nie zniechęcił Stefana Rasińskiego do doktryny, którą wyznawał. W konfrontacji z rzeczywistością idea kolektywizacji poniosła porażkę i po dwóch latach spółdzielcy wrócili na swoje.

Sam pracowity i uczciwy do bólu, wyznawał zasadę, że kto nie pracuje, niech nie je, nie wiedząc nawet, że te słowa już dwa tysiące lat temu padły z ust św. Pawła. On sam nigdy nie narzekał, obca mu była hipochondria, chwile słabości pozwalała mu pokonać siła charakteru. Nie chodził do lekarzy, z pomocy medycznej skorzystał na miesiąc przed śmiercią, nie domagał się przywilejów. Jego wiary, że żyje w słusznym ustroju, nie nadwątlił ani Październik, ani Grudzień. Miał w sobie ufność człowieka prostolinijnego, który doświadczywszy od dzieciństwa biedy i poniewierki, wierzył, że kiedy nie ma wojny, nie musi z nikim walczyć, nie doświadcza głodu i dotkliwego niedostatku, to znaczy, że korzysta z dobrodziejstw prawdziwie sprawiedliwego ustroju.
Kiedy zmarł, a był niewierzący, zapewniono mu świecki ceremoniał pogrzebowy. Jego prawość była ponad wszelkimi wyznaniowymi podziałami, dlatego ostatnią posługę oddały zmarłemu tłumy ludzi. Stefan Rasiński spoczywa w Alei Zasłużonych na cmentarzu w Mirsku.

Nowiny Jeleniogórskie nr 2/10.

Komentarze (0)

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.