Rządzący nie dają rady

Rządzący nie dają rady

Rozmowa z Zofią Czernow, jeleniogórską posłanką Koalicji Obywatelskiej

- Coraz więcej Polaków - pracowników i właścicieli firm - bardziej obawia się skutków ekonomicznych zatrzymania życia gospodarczego i społecznego niż samego koronawirusa. Czy w pani ocenie władze publiczne podejmują właściwe decyzje w czasie pandemii, czy pomoc państwa i nakładane ograniczenia są adekwatne do sytuacji?

- Niestety, jest tak, że rząd i premier dużo i pięknie mówią, ale znacznie mniej robią, a rzeczywistość jest mocno rozczarowująca. Sejm uchwalił tzw. tarcze antykryzysowe, aby pomóc przedsiębiorcom w branżach szczególnie narażonych, których działalność została zamknięta lub bardzo ograniczona. Przepisy te powstawały w wielkim pośpiechu i chaosie. Niemalże w ostatniej chwili otrzymywaliśmy projekty i całymi nocami pracowaliśmy w Komisji Finansów Publicznych. Ustawowe propozycje były często niezrozumiałe, niejasne, a pomoc niewystarczająca. Kiedy wnosiliśmy różne poprawki, idące w kierunku większej pomocy, większość rządząca je odrzucała. Według badań 65 proc. społeczeństwa ocenia pomoc jako niewystarczającą.

- Efekt takiego procedowania, podejmowania decyzji bez konsultacji i wsłuchania się w głosy opozycji, środowisk pracowników i pracodawców jest taki, że mimo pandemii ludzie zaczynają protestować, wychodzić na ulicę...

- Powstały przepisy wprowadzające biurokrację i zbyt duże obostrzenia. Ograniczenia te często wykluczają udzielenie jakiejkolwiek pomocy, często z powodów zupełnie absurdalnych. Wielu przedsiębiorcom już odmówiono pomocy, inni, w obliczu upadku swoich firm, wciąż nie mają jakiejkolwiek odpowiedzi na swoje wnioski. Premier zapowiadał 100 mld zł na pomoc przedsiębiorcom, a faktycznie do tej pory pomoc ta wynosi około 7 mld. Taka jest różnica między propagandą a realnym życiem! Ostatnie protesty przedsiębiorców są efektem takiej polityki, przejawem desperacji i bezsilności ludzi.

- Jak pani poseł ocenia interwencję policji wobec demonstrantów?

- Przedsiębiorcy walczą o przetrwanie firm, ratowanie oszczędności zainwestowanych w swoje firmy, ochronę miejsc pracy i trzeba im natychmiast pomóc. Tymczasem ani premier Morawiecki, ani minister Emilewicz nie zainteresowali się protestem przedsiębiorców. Zajęła się nimi natomiast policja. Tak ma wyglądać pomoc? To przedsiębiorcy są siłą napędową gospodarki i ostatecznie to kondycja ich firm zdecyduje o skali kryzysu w Polsce i czasie jego trwania. Przytoczmy trochę danych. Obecnie ponad 750 tysięcy firm zawiesiło swoją działalność, część z nich zapewne upadnie, a pozostałe będą powoli podnosić się z recesji. Tymczasem większość parlamentarna dużo czasu traci na wybory, a nie na prawdziwą walkę z koronawirusem. Jako Koalicja Obywatelska mówimy o tym w Sejmie, wciąż apelujemy do rządu, ale to nic nie daje.

- Nasz turystyczny region szczególnie mocno odczuwa narzucone ograniczenia. Małe rodzinne firmy i właściciele dużych obiektów od tygodni nie zarabiają...

- W turystyce mamy prawdziwą tragedię. Nieczynne hotele i pensjonaty, zamknięta gastronomia, usługi kosmetyczne i fryzjerskie. Obiekty uzdrowiskowe i rehabilitacyjne wyłączone z działalności. Gospodarka traci codziennie miliardy złotych. Pomoc dla pracowników jest niewystarczająca i obejmuje zbyt krótkie okresy. Co dalej po trzech miesiącach? Pracownicy samozatrudnieni i na umowach śmieciowych słusznie domagają się zwiększenia stawek postojowego, gdyż nie przetrwają do czasu znacznego ograniczenia pandemii. Do tego rządzący zafundowali nam wielki chaos, związany z pracownikami transgranicznymi. Nieżyciowe, szkodliwe, niespotykane u naszych sąsiadów przepisy zniesiono dopiero po masowych protestach w miejscowościach przygranicznych, także na moście w Zgorzelcu. Rząd zdaje się nie zauważać, że tysiące ludzi tracą pracę i nie mają za co żyć. Konieczne jest podwyższenie zasiłku dla bezrobotnych, aby mogli przeżyć, zanim ruszy gospodarka i znowu odnajdą się na rynku pracy. To przykre, że rząd odrzucił nasz postulat o podwyższeniu, a właściwie urealnieniu zasiłku dla bezrobotnych, spychając ofiary obecnego kryzysu w straszną biedę.

- Jednym z elementów pomocy podmiotom gospodarczym jest udostępnienie im kredytów na warunkach uwzględniających pandemiczną rzeczywistość. Czy taka oferta w którejś z „tarcz” pojawiła się?

- W miniony czwartek dyskutowaliśmy w Sejmie o wsparciu kredytowym przedsiębiorców. Z informacji wiceministra finansów dowiedzieliśmy się, że do dyspozycji przedsiębiorców jest 250 mld zł w postaci kredytów, pożyczek, gwarancji, poręczeń itp. Cóż z tego, kiedy te kredyty nie trafiają do potrzebujących. Absurdem jest choćby brak możliwości pozyskania kredytu, jeżeli firma ubiega się o pomoc z tarczy. Nie otrzyma kredytu także przedsiębiorca należący do branży wyłączonej okresowo z działalności. Polityka kredytowa banków została wyraźnie zaostrzona z powodu wysokiego ryzyka. Do tego trzeba dodać, że na rynku pojawiła się dla banków korzystniejsza oferta, a mianowicie wysoka podaż obligacji rządowych, które bardzo chętnie kupowane są przez banki, bo są i bezpieczne, i nie podlegają opodatkowaniu.

- Mówi się też, że banki ograniczą udzielanie kredytu hipotecznego. Okazuje się, że sztandarowy program PiS - Mieszkanie plus - nie wypalił, ludzie masowo będą teraz tracić dochody, a dodatkowo próg wkładu własnego przy staraniu się o kredyt hipoteczny zostanie znacząco podniesiony. Młodym musi się nasuwać myśl o wyjeździe z Polski...

- Kredyty mieszkaniowe spadły do minimum, samych wniosków jest mniej o 30 proc. Udzielone kredyty spadły znacznie więcej, gdyż banki żądają wysokiego wkładu własnego, wydłużają procedury i czekają. To często dramat dla młodych ludzi, chcących kupić mieszkanie z pomocą kredytu hipotecznego. To musi mieć znaczny wpływ na spadek budownictwa mieszkaniowego, które jest ważną dziedziną gospodarki i generuje popyt na inne towary oraz usługi.

- Samorządowcy alarmują, że budżety miast i gmin popadają w straszne tarapaty. Czy z pani parlamentarnych obserwacji wynika, że rządząca większość zauważa skalę problemu? Są jakieś pomysły?

- Samorządy są na pierwszej linii frontu w walce z pandemią. To one organizują pomoc dla mieszkańców, wspierają szpitale i inne placówki, kupują z własnych pieniędzy środki ochrony. To samorządy pomagają przedsiębiorcom w zwolnieniach z podatku od nieruchomości, czynszów najmu i dzierżawy za nieczynne od tygodni lokale. Z drugiej strony dochody samorządów z podatków szybko topnieją i dziś trudno powiedzieć, jakie ubytki będą do końca roku. Jedno jest pewne, samorządy muszą otrzymać pomoc od rządu w postaci pokrycia utraconych wpływów z tytułu wszystkich podatków i zwolnień. Będę wraz z innymi posłami o to walczyć w Komisji Finansów Publicznych. Tym bardziej, że mamy bardzo dobry pomysł na realną pomoc dla samorządów. Konieczne jest także odejście na czas pandemii od stosowania restrykcyjnych mechanizmów w wydatkach samorządów. W przeciwnym razie wkrótce zabraknie pieniędzy na realizację podstawowych zadań. Aby pobudzić życie gospodarcze w kraju, konieczne jest znaczące zwiększenie nakładów z budżetu państwa na inwestycje publiczne, które zawsze były ważnym elementem wychodzenia z kryzysu. Wszystkie rezerwy ulokowane poza budżetem, w centralnych funduszach celowych, powinny być skierowane na inwestycje publiczne. Samorządy są do tego przygotowane ale potrzeba więcej do nich zaufania ze strony rządu.

- Ciągle słyszymy od rządzących, że świetnie sobie radzimy z pandemią, a Unia nic nie pomaga Polsce.

- To oczywiście nie jest prawda i powtarzanie tego jest nieodpowiedzialne. Już na początku pandemii rząd nie skorzystał z możliwości zakupu środków ochrony za pośrednictwem przetargu organizowanego przez UE. Zdecydował się natomiast na indywidualny zakup w Chinach, co okazało się wielkim błędem, gdyż środki ochrony były bez atestów. Unia Europejska przeznaczyła dla Polski 32,7 mld zł na walkę z koronawirusem, jesteśmy więc największym beneficjentem pomocy w czasie obecnego kryzysu. Samorządy wojewódzkie dodatkowo otrzymały 2,8 mld zł z Funduszu UE COVID 19. Są kolejne propozycje i to od rządu polskiego zależy, na ile z nich skorzystamy. Widać więc, że mówienie o braku wsparcia ze strony wspólnoty europejskiej jest kłamstwem, jest elementem planu rządzących zohydzania Polakom Europy, aby łatwiej móc łamać zachodnie standardy cywilizacyjne, praworządność, trójpodział władzy itd.

- Puste kieszenie, problemy społeczne - w czasach przymusowej izolacji rośnie spożycie alkoholu, agresja w rodzinach - to skutki pandemii, które każą szukać sposobu na odmrożenie życia społecznego i gospodarczego, powrotu do względnej choćby normalności. Jak to zrobić?

- Gospodarkę trzeba odmrażać powoli i z rozwagą. Jednak do tego potrzebna jest rzetelna ocena sytuacji w zakresie liczby zakażeń. Już najwyższy czas, aby był pełen dostęp do bezpłatnych testów. Wprowadzane ograniczenia dotyczące testów i zmniejszanie ich liczby sprawia, że wciąż nie wiemy, ile faktycznie osób jest zarażonych. Odmrażanie wprowadzane przez rząd budzi mnóstwo wątpliwości. Rządzący nie mają koncepcji, „mapy drogowej” odmrażania kolejnych dziedzin. To wzmaga poczucie chaosu, niepewności, a przy braku odpowiedniej pomocy także strach o swój byt, los rodziny. Dlaczego pozwala się np. otwierać żłobki i przedszkola, a nadal blokuje się otwarcie zakładów fryzjerskich, kosmetycznych, fitness itp.? Podobnie jest z gastronomią i innymi usługami. To wszystko jest po prostu niespójne, nieprzemyślane. Koronawirus obnażył w przyspieszonym tempie słabość państwa rządzonego przez Prawo i Sprawiedliwość. Mamy wielki dramat i zaprzepaszczenie wszystkiego, co osiągnęliśmy jako społeczeństwo obywatelskie w czasie ostatnich 30 lat. Jako społeczeństwo musimy z tego wyciągnąć wnioski.