Warto czytać: O pożytku ze zła wspólnego

Warto czytać: O pożytku ze zła wspólnego

Podobno lepiej jest nie oceniać książki po okładce. Można się „naciąć” i po lekturze pierwszych już stron stwierdzić, że to nie żaden nowy Joyce, lecz zamożny grafoman, który sam siebie wydał, aby zabłysnąć na osiedlu. Co mamy jednak pomyśleć, gdy zobaczymy na okładce dwóch wisielców, a tytuł książki to: „O pożytku ze zła wspólnego”? 

Taką okładkę i taki właśnie tytuł ma najnowszy zbiór esejów Jana Kurowickiego, filozofa, poety i eseisty. Zarówno teksty, jak i opinie Kurowickiego wyrażane w wywiadach wzbudzają u wielu słuszny podziw z wielu powodu - oryginalność wywodu, trafności ocen i wzbudzające zazdrość bogactwo językowe. Owszem, to wszystko jest ważne, ale istotna jest u Kurowickiego przede wszystkim wierność swoim poglądom, ulokowanych od lat po lewej stronie, którą również, a jakże, poddaje krytyce. Zatem intelektualna niezależność i bezkompromisowość w ocenie otaczającej nas kapitalistycznej rzeczywistości każą stwierdzić, że Kurowicki wyznaję taką zasadę jak Tołstoj. Nie pisze on dla wydawców, lecz dla ludzi.
To, co od lat wzbudza również mój podziw w tekstach Jana Kurowickiego to sposób, w jaki potrafi przypomnieć klasykę literatury światowej i przy jej pomocy na nowo w niebanalny sposób zdiagnozować dzisiejsze postawy, zachowania i kondycje społeczeństw kapitalistycznych. Nie inaczej jest także w najnowszych esejach. Za pomocą „Ojca Goriot” Honoriusza Balzaca udowadnia, ze schematy zachowań nie uległy zmianom – zmieniły się tylko dekoracje. Chodzi o „dwoistość społeczeństwa”, którego „zewnętrze stanowią fasady arystokratycznego i mieszczańskiego życia. A istotę, stronę wewnętrzną, ich towarowo-pieniężne, kapitalistyczne zaplecze”, czytamy. „Lalka” Bolesława Prusa? Bardzo proszę. Postać Wokulskiego „bogata i rozdarta, stanowi wdzięczną (estetycznie i moralnie) przysłonę aktywności wszystkich dzisiejszych dorobkiewiczów, cwaniaczków i hochsztaplerów ekonomicznych”. Kurowicki na potrzeby teraźniejszości „przeżuwa” klasyków na nowo i robi to znakomicie.
Właściwie w każdym z esejów w tomie „O pożytku ze zła wspólnego” językowy esteta znajdzie dla siebie smaczne konfitury. Jednak eseje ciekawe są nie tylko ze względu na język, lecz także problematykę, obok której nie powinniśmy przejść obojętni. Mowa o dzisiejszej nadwiślańskiej rzeczywistości, w której dawni intelektualiści, oddani fani Marksa szybko zaczęli pachnieć „jak Adam Michnik perfumami antykomunizmu”, aby legitymizować nowy, wolnorynkowy ustrój i starać się nie odbiegać od nowych ram poprawności politycznej. Dostosowali się. Cóż, jak pisze Kurowicki, „służba bowiem zobowiązuje, jak konieczność zarabiania na chleb i paliwo do samochodu. A chęć utrzymania publicznej obecności, i to na pierwszym planie, usprawiedliwi wszystko” – nawet zdradę ideałów, chce się dodać. Ot, polska inteligencja, która poddana auto-recyklingowi zapomniała, że nawet ich ukochana, wolnorynkowa ekonomia klasyczna czerpała z marksizmu. Dostaje się Kościołowi, lewicy, prawicy, byłym opozycjonistom jak Karol Modzelewski i ślepym apologetom polskiego turbokapitalizmu, będących beneficjentami polskiej transformacji.
Nie sposób przytoczyć wszystkich, jakże celnych ciosów, które polskiej inteligencji, parafialnej obyczajowości i polskiej klasie politycznej zadaje Kurowicki. Jego najnowszy tom esejów drga i wibruje w stronę polityczności i nic w tym dziwnego. Czy to takie dziwne, że nawet emerytowany profesor domaga się jeszcze innego, lepszego świata? 

 

Komentarze (0)

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.