To jest archiwalna wersja serwisu nj24.pl Tygodnika Nowiny Jeleniogórskie. Zapraszamy do nowej odsłony: NJ24.PL.

Dąb przypomni o Katyniu

Dąb przypomni o Katyniu

Katyński dąb posadzony w parku przy Kościele Garnizonowym, upamiętniający Stanisława Baczyńskiego, jedną z ofiar sowieckiej zbrodni sprzed 70 laty, będzie od dziś przypominał jeleniogórzanom wszystkich pomordowanych w Katyniu.

Jeleniogórskie obchody rocznicy katyńskiej rozpoczęły się uroczystym apelem w GImnazjum nr 1. Później poczty sztandarowe szkół, organizacji kombatanckich i społecznych przemaszerowały przy dźwiękach werbli pod Kościół Łaski. Tam minutą ciszy oddano cześć ofiarom sobotniej katastrofy lotniczej.

Po przemówieniu prezydenta miasta córka Stanisława Baczyńskiego, przedwojennego aspiranta policji państwowej, który został zamordowany przez Sowietów w Twerze w 1940 roku, wspólnie z prezydentem miasta, komendantem miejskim policji i swoim wnukiem, zasadzili dąb katyński – jedno z 21857 drzew, które zostaną posadzone w całej Polsce w ramach akcji „Katyń... ocalić od zapomnienia”.

- Miałam pięć miesięcy, kiedy sowieci zabrali mojego ojca. Z obozu w czasie wojny wysłał dwie kartki. Jedna doszła gdzieś do rodziny, ale wtedy o tym mama nie wiedziała. Druga już do nas doszła, była bardzo lakoniczna. Mama całe życie chciała się dowiedzieć, gdzie jest ojciec i co się z nim stało. Nawet po wojnie pisała do Stalina. Odpowiadali, że nie wiedzą nic o ojcu, a kolejnym razem odpisali, żebyśmy już nie pisali więcej w tej sprawie, bo trafimy tam, gdzie on. Dopiero po jakimś czasie, ktoś nam powiedział o Katyniu, ale to była zakazana wiedza. Pamiętam, jak zdawałam po wojnie do liceum. Trzeba było napisać życiorys i ja go napisałam. Tak, jak było w rzeczywistości. A dyrektor szkoły wezwał mnie i mówi, co ja tam powypisywałam. To był mądry człowiek i dobrze mi życzył. Poradził, żeby napisać, że ojciec zginął na froncie, bo inaczej do żadnej szkoły mnie nie przyjmą – opowiadała nam Bożena Dudzińska, córka Stanisława Baczyńskiego, przewodnicząca Związku Sybiraków w Jeleniej Górze.

Jej zdaniem, ani 70. rocznica zbrodni katyńskiej, ani sobotnia katastrofa samolotu, w której zginął prezydent i wielu oficjeli, nie zmienią postawy Rosji wobec wydarzeń sprzed 70 laty.

- Modlimy się o to, chcielibyśmy usłyszeć od nich tylko „przepraszam”. Ale ja w to nie wierzę, za dobrze ich znam – dodaje B. Dudzińska.

W uroczystości wziął również udział Józef Chełchowski, syn zamordowanego w Katyniu przedwojennego nauczyciela, który jako rezerwista został w 1939 roku wcielony do wojska.

- Byłem w tę sobotę w Katyniu, czekaliśmy już na cmentarzu na uroczystości. Moja chora na raka żona została w domu. Nagle dzwoni córka i mówi – tato tragedia. Pomyślałem o żonie i nogi mi się ugięły. Powiedziała mi, co się stało. Nie mogłem w to uwierzyć. Obok mnie, niedaleko stało wielu oficjeli, posłowie. Widziałem, jak odbierają telefony, jak zaczynają płakać. To było coś niewyobrażalnego – wspomina 10 kwietnie J. Chełchowski.

Według niego, te straszliwe wydarzenia w rocznicę nie mniejszej tragedii, mają szansę otworzyć nowy rozdział w historii stosunków polsko-rosyjskich, a przede wszystkim dać satysfakcję rodzinom pomordowanych w Katyniu poprzez ujawnienie przez stronę rosyjska całej prawdy.

ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ