To jest archiwalna wersja serwisu nj24.pl Tygodnika Nowiny Jeleniogórskie. Zapraszamy do nowej odsłony: NJ24.PL.

Jelenia Góra to było wyzwanie

Jelenia Góra to było wyzwanie

Rozmowa z Marcinem Zawiłą, pierwszym demokratycznie wybranym prezydentem Jeleniej Góry

- Dwadzieścia lat temu został pan prezydentem Jeleniej Góry. Pamięta pan, jakie towarzyszyły temu okoliczności?
- Oczywiście, że pamiętam, bo to największe dla mnie przeżycie polityczne zadecydowało o moim zawodowym życiu. Trzykrotnie posłem później byłem, byłem też radnym wojewódzkim. Zanim to nastąpiło, powrót „Solidarności” zastał mnie na studiach, na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim. Po nich wróciłem do Jeleniej Góry, ale nie miałem bliższych kontaktów z „Solidarnością” w naszym mieście. W wyborach czerwcowych 1989r. byłem mężem zaufania kandydatów opozycji. Pracowałem już wtedy w Muzeum Walki i Pracy. Później poszedłem na zebranie Komitetu Obywatelskiego. Trochę było tam ględzenia, a wybory samorządowe zbliżały się wielkimi krokami. Wstałem i zaproponowałem, by zamiast gadać, zabrać się za pisanie programu. Zostałem szefem sztabu wyborczego; zaczęliśmy wydawać gazetę, na radnego jednak nie kandydowałem. Po wygranych wyborach radni podjęli uchwałę o konkursie na stanowisko prezydenta miasta. Zgłosiłem się. Miałem trzech konkurentów. Zaprezentowałem program, później odpowiadałem na pytania. Wygrałem.

- Pan, absolwent KUL, a wokół stary „beton”. Tak pan to postrzegał?
- Szczególnego wyobrażenia o funkcjonowaniu administracji nie miałem. Ale może to i lepiej? To był komiczny przypadek, bo mój poprzednik, prezydent Piekarski, był do mnie podobny fizycznie: obaj mieliśmy brodę, byliśmy szczupli… Pierwszego dnia urzędowania wpadła do mojego gabinetu strasznie zdenerwowana mieszkanka Jeleniej Góry. Zażądała przydziału mieszkania. Powiedziałem, by zgłosiła się za tydzień. Wtedy zamachnęła się na mnie laską i krzyknęła: Drugi rok mi pan to mówi! A mówiąc poważnie: Wymieniłem około 20 proc. urzędników. Z resztą przeprowadziłem zasadniczą rozmowę: o celach, zmianach, oczekiwaniach. Muszę powiedzieć, że przy wszystkich scysjach, które się zdarzały, nie spotkała mnie żadna obstrukcja polityczna z tego powodu.

- Zwolnił pan kogoś z pracy?
- Nie przedłużyłem umów o pracę kilkunastu osobom: naczelnikom i pracownikom.

- Może trzeba było zwolnić z pracy większą ilość starych urzędników? Może należało urząd „przewietrzyć” i zatrudnić osoby młode, bez obciążeń i naleciałości z minionego systemu?
- Nie mogę powiedzieć, że pracownicy urzędu byli urodzonymi komunistami. Patrząc z perspektywy czasu, to ci prezydenci, którzy wymienili „całe urzędy”, wpadli w wielkie kłopoty formalne i prawne. Miasto musiało funkcjonować, my nie mieliśmy doświadczenia albo było ono bardzo małe. A tu od razu powstał problem prywatyzacji lokali handlowych. Handel przeniósł się na ulice, a państwowe sklepy świeciły pustkami. Dzięki współpracy radnych i urzędników w Jeleniej Górze prywatyzacja lokali, najczęściej na rzecz ich pracowników, odbyła się bez awantur prokuratorskich. To był ewenement na Dolnym Śląsku. Z dnia na dzień zniknął tez budżet miasta. Pewnego dnia telefonicznie poinformowano mnie, że od tej chwili Jelenia Góra nie będzie już otrzymywała środków z Warszawy. Była inflacja, zabrakło pieniędzy dla nauczycieli. Zaciągnęliśmy wtedy korzystny kredyt. Wymagało to sprawności służb finansowych.

Cała rozmowa w "Nowinach Jeleniogórskich" nr 22/10.

Komentarze (5)

pamiętam jak chciał zwolnić dyr kultury taka mendowata postać i chorągiewka na wietrze

~Lubię Pana Zawiłę ! ..bo w "jego" nowym "Domku" *fajnie pachnie ksiązką !* :) *

Panie Zawiła - Jelenia Góra to było wyzwanie, które Pana przerosło...

To były inne czasy a pan Zawila okazał się być jednym z najlepszych prezydentów tego miasta.

Jestem ciekaw czy będzie Pan Marcin kandydował na prezydenta JG była by to najciekawsza alternatywa dla obecnych i poprzednich władz.