Zostawiła niezatarte ślady...

Zostawiła niezatarte ślady...

Wspomnienie o Elżbiecie Zimmermann (1943-2007)
Za chwilę minie rok od Jej odejścia. Elżbieta Zimmermann zmarła 14 listopada 2007 r., po długiej i ciężkiej chorobie. Ceremonia pogrzebowa, która odbyła się 19 listopada, miała skromny, rodzinny charakter. Nie uczestniczyła w niej kulturalna, międzynarodowa śmietanka, w której pani Elżbieta obracała się na co dzień.

Twórcy kultury, politycy, działacze społeczni i rzesza przyjaciół oraz współpracowników żegnała Ją kilka dni później, podczas uroczystego requiem z udziałem biskupa Joachima Reinelta, w katedrze drezdeńskiej. W oficjalnych informacjach, anonsach prasowych, Elżbieta Zimmermann zawsze była żoną Udo Zimmermanna - profesora drezdeńskiej Akademii Sztuki, uznanego kompozytora i dyrygenta. Oczywiście fakt, iż była towarzyszką życia i matką dzieci znanego muzyka, definiował Ją w pewien sposób. Ale byłaby to uboga i nieprawdziwa definicja, gdyby nie poszerzyć jej o inne aspekty egzystencji tej niezwykłej kobiety.

Elżbieta Zimmermann urodziła się w Warszawie, w 1943 roku. Studiowała germanistykę. Podczas studiów los zetknął Ją z młodym niemieckim muzykiem, dla którego zostawiła swój rodzinny kraj. Ale Elżbieta Zimmermann przenigdy nie zapomniała, kim jest ani skąd pochodzi. Tyle że, zamiast podkreślać istniejące różnice, poświęciła swoje życie budowaniu porozumienia między kulturami i narodami.

- Pierwszy raz spotkałam panią Zimmermann w Lipsku, w 1991 roku, podczas obchodów dwusetnej rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja - wspomina Hanna Majewska, emerytowana nauczycielka zgorzelecka. - Odbywała się wielka sesja poświęcona Societas Jablonoviana (Towarzystwu Naukowemu im. księcia Aleksandra Jabłonowskiego w Lipsku). Jeszcze wtedy nie funkcjonowało Niemiecko- Polskie Towarzystwo w Saksonii, ale Ona już wtedy należała do kręgu osób, które chciały nawiązać kontakty polsko - niemieckie w nowej formie. Skupiała wokół siebie osoby znaczące w kulturze, nauce i polityce w Saksonii. Jeśli chodzi o ludzi kultury i nauki, były to przede wszystkim mieszane małżeństwa polsko - niemieckie. Rok później, w 1992 roku, było już z kim założyć Towarzystwo Niemiecko-Polskie
w Saksonii.

H. Majewska o Elżbiecie Zimmermann:
- Zawsze była bardzo przystojną kobietą. Ubierała się skromnie, ale elegancko. W Jej zachowaniu było coś takiego, że osoby, które się z nią spotykały po raz pierwszy, czuły się tak, jakby znały ją od dawna. Tak, była otwarta, ale też w specyficzny sposób elastyczna. Urodzona dyplomatka. Umiejętność dostosowania się do każdej sytuacji była przejawem Jej wielkiej inteligencji.
Towarzystwo, którego E. Zimmermann była współzałożycielką i wieloletnią przewodniczącą, organizowało doroczne, jesienne Garden Party. Na jednym z nich rozstrzygnęły się losy wycieczki zgorzeleckiej młodzieży do Niemiec. H. Majewska organizowała duży wyjazd w czasie, gdy Polskę i Niemcy dzieliła jeszcze szczelna granica. Do Polski dotarły właśnie informacje o przypadkach obrzucania polskich autobusów kamieniami na terenie Niemiec. Dzieci nie można było narazić na takie przygody, dlatego organizatorzy zaczęli zabiegać o to, by Niemcy sfinansowali polskiej młodzieży bilety kolejowe. Pieniądze się znalazły, a wiadomość o tym przekazano właśnie podczas Garden Party u pani Elżbiety. - Wszyscy działający na rzecz kontaktów polsko-niemieckich prędzej czy później poznawali się i trafiali do Towarzystwa. Ona rozpoczęła wielką batalię o to, żeby jak najwięcej osób włączać w te wspólne działania. Szalenie Ją ceniłam za to, w jaki sposób potrafiła zorganizować każde spotkanie, także u siebie w domu - wspomina zgorzelecka nauczycielka.

Elżbieta Zimmermann bardzo zaangażowała się w organizację wystawy „Pod jedną koroną”. W przedsięwzięciu współpracowały ze sobą Zamek Drezdeński i Zamek Królewski w Warszawie. Wystawa została bardzo wysoko oceniona, zdobyła Grand Prix roku 1997 i została okrzyknięta Wydarzeniem Muzealnym Roku. Ciekawostka - pani Zimmermann nigdzie nie figurowała jako oficjalny organizator wydarzenia, ale Towarzystwo Niemiecko - Polskie w Saksonii i całe związane z nim środowisko miało panią Elżbietę za dobrego ducha tej wystawy. Nie występowała nigdzie oficjalnie, ale jeśli między jednym a drugim zamkiem coś się zacinało, Ona to natychmiast wygładzała.

Zostawiła po sobie niezatarte ślady. Kiedy w Goerlitz odbywał się Kongres Towarzystw Polsko - Niemieckich, jednym z najważniejszych wydarzeń był koncert pieśni Udo Zimmermanna do wierszy Tadeusza Różewicza. Wielkie święto kultury polskiej nad granicą nie zaistniałoby bez Jej udziału. Inny piękny pomnik, jaki pozostawiła po sobie E. Zimmermann, to dom Jakuba Boehme na Przedmieściu Nyskim i związane z nim Stowarzyszenie Euroopera. Dyrektor Teatru Muzycznego w Goerlitz, prof. Wolf-Dieter Ludwig, wpadł na pomysł połączenia obu brzegów Nysy Łużyckiej gmachem Filharmonii noszącej nazwę EUROPERY. Budynek miał zbliżać do siebie Polaków i Niemców. Przedsięwzięcie, ze względu na ówczesne uwarunkowania prawne i brak możliwości finansowania, nigdy nie doczekało się realizacji. Pojawiła się jednak Elżbieta Zimmermann, która wdrożyła w życie nieco inną, zmodyfikowaną wersję tego samego pomysłu. Polka z Niemiec przekonała do pomysłu decydentów zgorzeleckich i uratowała przed całkowitą ruiną jedną z zabytkowych kamieniczek na Przedmieściu Nyskim. Powstał w niej obecny Dom Jakuba Boehme, który jest jednocześnie siedzibą Polskiego Stowarzyszenia EUROOPERA, powołanego do życia w 1994 roku. Głównym celem działalności stowarzyszenia jest pielęgnowanie lokalnej idei transgranicznej współpracy kulturalnej.

Za swą działalność na rzecz polsko-niemieckiego pojednania Elżbieta Zimmermann została odznaczona Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, a założone przez Nią Towarzystwo Niemiecko - Polskie w Saksonii zostało uhonorowane w 2001 roku Nagrodą Polsko-Niemiecką. Laureatami tej nagrody, ufundowanej w 1991 r po podpisaniu przez Polskę traktatu o dobrym sąsiedztwie z Niemcami, są m.in. Hans Dietrich Genscher, Willy Brandt, Tadeusz Mazowiecki i Władysław Bartoszewski. Krótko przed śmiercią Elżbieta Zimmermann została także honorową obywatelką Zgorzelca.

Odeszła tak, jak żyła - spokojnie, z wielką godnością. Walczyła z chorobą, a gdy jasnym się stało, że tej walki nie wygra, przyjechała do Polski uporządkować wszystkie swoje doczesne sprawy. Nie zbuduje już żadnego więcej „mostu”, nie postawi żadnego więcej pomnika. Ale zostawiła niezatarte ślady...

Nowiny Jeleniogórskie, nr 35/2008 (26 VIII 2008r.)

 

Komentarze (0)

Napisz komentarz

WERYFIKACJA
Poniższe zadanie ma na celu stwierdzenie, czy jesteś człowiekiem, a tym samym przeciwdziałanie spamowi.