Metamorfozy Anny Chybiło

Metamorfozy Anny Chybiło

Tak się złożyło, że zaraz po metamorfozie - po fryzjerze, spotkaniu z makijażystką i zrobieniu zdjęć, Anna Chybiło musiała iść do pracy. Koleżanki były pod wrażeniem, a niektórzy jej nie poznali.

- Mojemu chłopakowi też się bardzo podobałam. Nie mógł uwierzyć, że w tak krótkim czasie możliwa jest tak diametralna zmiana – dodaje kolejna uczestniczka naszego programu METAMORFOZY.

Anna przyznaje, że udział w programie był dla niej kolejnym krokiem w walce z własnymi słabościami i kompleksami. Najważniejszym wyzwaniem było zrzucenie zbędnych kilogramów.

- Skoro mi się to w jakiejś części udało, to pomyślałam, że dobrze byłoby zmienić też swój wizerunek. Chciałam fachowej porady i sugestii – dodaje.

Przed metamorfozą Ania była typem szarej myszki. Gotowa była nawet na radykalne zmiany, choć gdy w salonie fryzjerskim TREBNDY zaproponowano jej krótką fryzurę, wahała się, czy pozwolić sobie na ścięcie zapuszczonych od kilku miesięcy. Ale raz kozie śmierć!

- Już kiedyś miałam krótkie włosy. Wiedziałam, że z nową fryzura raczej dobrze będę się czuła – dodaje Ania.

Nowe, krótkie włosy „stanęły dęba”, co pozwoliło odsłonić twarz i wydłużyć optycznie szyję. Ania przyznaje, że pierwszy raz pozowała przez obiektywem. To doświadczenie także było cenne, bo w dodatkowy sposób przydało jej nieco śmiałości.

- Bardzo podobał mi się makijaż wykonany w perfumerii Douglas. Nie był mocny, ale taki „akuratny”. Próbuję sama w ten sposób się malować, ale jeszcze muszę ćwiczyć – śmieje się Ania, która dodaje, że cenne były wskazówki makijażystek, które poradziły jakich kosmetyków używać do tego rodzaju cery.

Ania dodaje, że na co dzień chodzi przede wszystkim w spodniach i luźnej wierzchniej odzieży. Ale „metamorfozowa” kreacja bardzo jej się spodobała. Tiulowa bluzka z aplikacjami z kolorowych cekinów i prosta, żorżetowa sukienka w kolorze kawy latte dodały powabu.