Trzy kadencje prezydenta Marcina Zawiły

Trzy kadencje prezydenta Marcina Zawiły

Rozmowa z Marcinem Zawiłą, przez trzy kadencje prezydentem Jeleniej Góry.

- Rezygnuje pan z ubiegania się o kolejną kadencję prezydentury Jeleniej Góry trochę wcześniej niż w postulowanym (i wprowadzonym) przez pana formację polityczną wiek 67 lat, jako wiek emerytalny…
- Wcale nie wybieram się na emerytuję, będę w następnych latach nadal pracował. Nie chcę też porzucać (jeśli wyborcy pozwolą) działalności samorządowej – ubiegam się o miejsce w sejmiku województwa.
- Ale dlaczego nie chce pan już pracować tutaj, na najważniejszym stanowisku w jeleniogórskim Ratuszu? Przecież właśnie dla tego miasta zrezygnował pan w pewnym momencie z poselskiego mandatu.
- Przepracowałem tutaj, chyba mogę nawet powiedzieć, że poświęciłem temu miastu 12 lat; pracowałem najlepiej jak potrafiłem, trzy kadencje. Jelenia Góra jest jak piękna kobieta: urzekająca, fascynująca, pociągająca, lecz jednocześnie bardzo wymagająca i nietolerująca poświęcania uwagi czemukolwiek innemu. Przyjąłem te warunki. To jest emocjonalnie i fizycznie ciężka praca, więc w pewnym momencie lepiej sobie powiedzieć „stop”, odrobinę zwolnić, zwłaszcza gdy czuje się, że nie da się już poświęcić miastu stu procent sił. Jelenia Góra nic nie straciła ze swego uroku, ale pora na innych. Zresztą – startując w wyborach na prezydenta miasta w 2010 r. – jednoznacznie zapowiedziałem, że chciałbym zarządzać miastem przez dwie kadencje, więc jest to także realizacja mojego zobowiązania.
- Tamta deklaracja dwóch kadencji u steru miasta zakładała pewne cele do osiągnięcia. Czy ten projekt udało się panu zrealizować?
- Miasto jest tak różnorodne, tak skomplikowane, że nigdy nie uda się zrealizować wszystkich zakładanych celów, a czasami cele diametralnie się zmieniają. Porównując z wielkim przedsiębiorstwem - gdzie trzeba wyprodukować, wypromować i sprzedać nawet kilkadziesiąt produktów - tam sprawa jest prosta - liczy się koszty, przychody i trzeba zadbać o zysk. Miasto to żłobki, szkoły, śmieci, ulice, mieszkania, opieka społeczna, miejsca pracy, turystyka, rekreacja, wielkie inwestycje, nagłe klęski żywiołowe, których skutki trzeba usuwać, i wiele innych. Dziesiątki zgoła odmiennych produktów, kosztownych, a często wymagających godzenia sprzeczności. Jelenia Góra to jest projekt, który trwa od 1108 r. i nigdy się nie skończy. Byłbym zarozumiały, gdybym twierdził, że tak się stało po raptem 12 latach mojej pracy. Nie będę też jednak przesadnie skromny i przyznam, że przez te 12 lat miasto zmieniło się na lepsze. Zgłaszałem bardzo konkretne zobowiązania wyborcze i zdecydowana większość z nich została zrealizowana.
Ciągle jesteśmy miastem na dorobku, choć moim zdaniem rozwijającym się bardzo dobrze. W porównaniu z innymi miastami, średnimi czy też dawnymi wojewódzkimi wypadamy więcej niż przyzwoicie. Natomiast na pewno nie możemy sobie pozwolić na szaleństwa typu Poznań, Wrocław, bo potencjał tych miast jest nieporównywalny. Tyle, że bardzo często od jeleniogórzan słyszę, że to w miastach z tej półki jest pod wieloma względami lepiej i tak powinno być u nas. Z jednej strony to bardzo cieszy, że osiągnęliśmy już poziom pozwalający porównywać się z najsilniejszymi, z drugiej – trochę frustruje, bo pewnych uwarunkowań przeskoczyć się nie da. Nasz poziom, to jest Chełm Lubelski, Sieradz, Nowy Sącz, Słupsk…
- … Legnica i Wałbrzych? Jak wypada ocena, porównując się z naszymi najbliższymi sąsiadami, miastami też się rozwijającymi i, przynajmniej od 1975 r., rywalizującymi z Jelenią Górą? Wałbrzych, który po upadku górnictwa wydawał się nie do uratowania, pod rządami prezydenta Szełemeja rozwija się bardzo dynamicznie…
- Myślę, że prezydent Szełemej z dużą zazdrością przygląda się wielu jeleniogórskim wskaźnikom i przyznaje, że u nas jest lepiej (inna sprawa, że on też zrobił kawał dobrej roboty).
Trudno porównywać te miasta, bo mają inną strukturę, odmienny charakter. Warto jednak zauważyć, że dziś dochody osobiste jeleniogórzan są wyższe niż mieszkańców Legnicy, gdzie przecież funkcjonuje KGHiM. Kilka lat temu było to nie do pomyślenia. Takich porównań na naszą korzyść jest więcej. Polecam spojrzeć na stronę internetową Urzędu Statystycznego, gdzie oceniany jest sytuacja tych trzech miast. Mamy swoje atuty: dynamiczny rozwój, dzięki inwestycjom komunikacyjnym nasze położenie zyskuje na atrakcyjności, nie jesteśmy uzależnieni od jednej gałęzi gospodarki, możliwości rozwojowe miasta wspiera otoczenie aglomeracyjne, a do tego mamy genialnych jeleniogórzan - z inicjatywą, zapałem, pomysłami (mam wrażenie, że bliżej gór ludzie są dynamiczniejsi, ale i bardziej wymagający). Te atuty nie znikną; jeśli już tak nie jest, to niebawem pozwolą Jeleniej Górze stać się bezsprzecznie drugim ośrodkiem województwa dolnośląskiego.
- Porównując trzy kadencje, kiedy sprawował pan urząd prezydenta. Która z nich była najtrudniejsza?
- Bez wątpienia ostatnia, choć w założeniach miała być najłatwiejsza. Startowałem z własnego komitetu wyborczego, bez zaplecza politycznego i choć wygrałem wybory, to do rady z mojego komitetu dostało się tylko czterech radnych. A radni są potrzebni, żeby sprawnie zarządzać miastem. Doszło do tego, że polityczne zamieszanie, postępująca brutalizacja życia politycznego na szczytach władzy przeniosła się także na nasze jeleniogórskie podwórko. Takie sposoby uprawiania polityki z jakimi mieliśmy do czynienia w ostatniej kadencji w jeleniogórskiej radzie, mocno zaszkodziły lokalnej społeczności, a zaangażowanie, które możnaby i należało by wykorzystać na rozwiązywanie problemów, poszło w gwizdek. Prosty przykład: gdy staraliśmy się o środki na budowę obwodnicy w Maciejowej, inwestycji o którą zabiegaliśmy przez lata, której sensu nikt nigdy nie kwestionował, rada bodaj tylko dwoma głosami zdecydowała o emisji obligacji. W ostatniej kadencji nie uzyskałem akceptacji rady dla wielu zmian sprzyjających rozwojowi miasta, bo większość radnych nie uwzględniała zmieniających się potrzeb, koniunktury, wskaźników zadłużenia, innych okoliczności. Dominowało podejście „po nas choćby potop…”. W mojej ocenie to skutek nieodpowiedzialnej retoryki PiS-u.
- Gdyby krótko scharakteryzować każdą z tych kadencji…
- O trzeciej kadencji już powiedziałem. Pierwsza, w latach 1990-94, to była podróż w nieznane. Z jednej strony tworzenie zrębów samorządności, wykorzystywanie wcześniej praktycznie nieobecnych w życiu publicznym możliwości, z drugiej – odbudowywanie miasta ze zniszczoną infrastrukturą, z upadającymi zakładami, do tego bez pieniędzy. Ale entuzjazm, zaangażowanie, wiara, jakie temu towarzyszyły, nie tylko u samorządowców, u wszystkim mieszkańców, sprawiły, że udało się zrobić naprawdę wiele.
Drugą kadencję wspominam jako bardzo efektywną, choć też niełatwą. Choćby powódź, która w Maciejowej zniszczyła most łączący Jelenia Górę z Wrocławiem. Problem wydawał się katastrofalny, a jednak uporaliśmy się z nim. Termy Cieplickie z koniecznością zmiany wykonawcy w połowie inwestycji. Wszystko wisiało na włosku. Słupsk, który miał tego samego wykonawcę swojego aquaparku, boryka się z kłopotami do dziś. My zakończyliśmy inwestycję bez żadnych „ogonów”. To był czas, gdy wszyscy narzekali na brak remontów elewacji domów. Okazało się, że to miasto nie płaciło na fundusz remontowy wspólnot. Uregulowaliśmy 12 mln zł zadłużenia i remonty ruszyły. Dziś odnowionych jest kilkaset elewacji w mieście. Wtedy nic od nas nie zależało w kwestii przyznawania funduszy unijnych, decydowały władze centralne i wojewódzkie. Dziś środki jeleniogórskie są wydzielone. Możemy z nich korzystać bez obawy, że znikną. To był czas kryzysu gospodarczego, ale to właśnie wtedy bezrobocie w Jeleniej Górze zaczęło spadać.
Każda z tych kadencji niosła swoje wyzwania i wymagała maksymalnego zaangażowania. Nagrodą jest to, co udało się osiągnąć.
- Może więc wskaże pan, powiedzmy, pięć największych osiągnięć na przestrzeni dwunastu lat pana prezydentury?
- Przede wszystkim skomunikowanie miasta, aglomeracji z resztą kraju i układ komunikacyjny w mieście. Pamiętam lata 90. i pierwsze przymiarki do budowy najpierw autostrady A 3, potem drogi ekspresowej. Wszyscy wtedy kombinowali, jak tę inwestycję nam ukraść, skierować środki na drogi w innej części kraju. Za chwilę, od końca obwodnicy Maciejowej do wjazdu na S 3 za Bolkowem, a tym samym do połączenia Jeleniej Góry z systemem autostradowym kraju, dzielić nas będzie 20 km i spodziewana budowa łącznika. To wielki sukces, zwłaszcza gdy dodać obwodnice Jeleniej Góry. Wiem, są krytycy obejścia do Karpacza, którzy twierdzą, że przez to turyści nie wjeżdżają do miasta. Powinni zastanowić się, jak dziś wyglądałoby w weekendy skrzyżowanie Sudeckiej z Wojska Polskiego. Nie sądzę, że ktoś chciałby odwiedzać miasto, w którym stoi się w kilometrowych korkach. Powiedzieć trzeba o inwestycjach kolejowych: nowy dworzec, szybszy czas przejazdu, pendolino…. Równie ważne były inwestycje drogowe w mieście. Choćby przykład połączenia centrum z Cieplicami. Kiedyś była to tylko ulica Wolności. Dziś możemy jechać przez dzielnicę przemysłową albo przez Celwiskozę (tu końcówkę trzeba będzie poszerzyć). Potrzebujemy już tylko obejść Pasiecznika i Chmielenia, by uznać, że Jelenia Góra jest komunikacyjnie w pełni dostępna.
Wielkim sukcesem jest wyzwolenie aktywności wspólnot mieszkaniowych. Właśnie osiem wspólnot rozpocznie renowację kamienic na ul. Wojska Polskiego.
Termy Cieplickie wraz z pakietem inwestycji w Cieplicach, Sobieszowie i częściowo Jagniątkowie. Dzięki tym przedsięwzięciom ta część Jeleniej Góry stała się atrakcyjna dla turystów wymagających, dla kuracjuszy, dla osób chcących aktywnie spędzić czas np. w centrum aktywności narciarskiej w Sobieszowie (za chwilę będzie tam też single track). Bardzo dobrze widać już efekty tych przedsięwzięć, ale mam świadomość, że procesy trzeba kontynuować. Staramy się o środki z funduszu ochrony środowiska na kolejny odwiert termalny, który może np. pozwoli wykorzystać wody termalne do ogrzewania miasta. Tyle, że póki co, koledzy z PiS-u zabiegają, żeby nam tych środków nie dali!
Rozwijające się zaplecze dla turystyki aktywnej - single tracki, pump track, siłownie zewnętrzne. A za chwilę będziemy dysponować polem golfowym na dawnym wysypisku śmieci
I na koniec, choć może to właśnie największy jeleniogórski sukces, znakomita współpraca z jeleniogórskimi przedsiębiorcami, dzięki której bezrobocie w naszym mieście należy do najniższych w regionie. My wcale nie sprowadziliśmy wielu przemysłowych inwestorów zewnętrznych. Tę sferę rozwoju zawdzięczamy – choć oczywiście z udziałem miasta stosującego różne zachęty – firmom od lat działającym w Jeleniej Górze. Ulica Spółdzielcza, którą można oglądać z zachwytem, jest naszym wspólnym osiągnięciem. To były z naszej strony ulgi w podatku od nieruchomości, traktowanie tych spraw priorytetowo, dziesiątki spotkań w tym gabinecie, konsekwentne promowanie firm. Ze strony przedsiębiorców zaangażowanie i wiara, że inwestowanie w Jeleniej Górze się po prostu opłaci.
- A niepowodzenia?
- Nie udało się ściągnąć odpowiedniej ilości inwestorów hotelarskich dla Cieplic, Sobieszowa, Jagniątkowa. To w jakimś stopniu kwestia mody, łatwości inwestowania w Karpaczu czy Szklarskiej Porębie. Na pewno jednak dwie - trzy duże inwestycje hotelarskie są nam potrzebne. I myślę, że tak się stanie. Na pewno powinna pomóc marka Cieplic, którą konsekwentnie odbudowujemy.
Problemem do rozwiązania w następnych latach jest kwestia zanieczyszczenia powietrza. Zrobiliśmy pod tym względem dużo. Zlikwidowano już ponad tysiąc pylących indywidualnych kotłowni, wiele budynków przeszło termomodernizację, po Jeleniej Górze jeżdżą ekologiczne autobusy. Ciągle też jest jednak wiele do zrobienia. I to będzie trudne zadanie, bo zderzymy się z problemem ludzi, których nie będzie stać na zmianę systemu ogrzewania, na tyle niezamożnych, że dotacje nie pomogą. Nie pomaga też rząd, który nadal pozwala na sprzedaż paliw najbardziej zanieczyszczających środowisko.
Nie zrobiliśmy też, może nie największej, ale bardzo ważnej inwestycji – wykorzystania ul. Krakowskiej. To okolice dworca, a więc obszar o wielkim potencjale. Tymczasem trafiamy tam w ślepy zaułek. To jednak niebawem się zmieni, bo mamy zapewnione finansowanie koniecznych przedsięwzięć. Otwarcie tamtej części Jeleniej Góry do Alei Solidarności już przynosi ożywienie, ale to dopiero początek.
- Dodałbym jeszcze dawne targowisko Kilińskiego. Straszący przy reprezentacyjnej ulicy miasta plac nie jest dobrą wizytówką…
- Tam, w koncepcji moich poprzedników, miała powstać galeria handlowa. Przy pewnym zrozumieniu dla zwolenników tezy o tym, że nadmiar galerii zabija życie w centrach miast, bardzo żałuję, że ta akurat galeria nie powstała. Dzisiaj, gdy mamy galerię Nowy Rynek, galeria na dawnym targowisku byłaby znakomitym rozwiązaniem. Z jednej strony nie straszyłby plac w środku miasta, z drugiej ożywiłoby to ul. 1 Maja, która stałaby się pieszym łącznikiem między tymi galeriami. Tak się nie stało w wyniku konsekwentnych działań doktrynalnych przeciwników centrów handlowych. Podejmujemy starania, żeby to zmienić. Na pewno pomogą przedsięwzięcia realizowane na ul. Kilińskiego, która funkcjonalnie została połączona z Osiedlem Robotniczym. I są efekty, sporą część tamtych terenów objęli deweloperzy i ta część miasta szybko powinna się zmienić. A po połączeniu z ul. 1 Maja (jest czekający na finansowanie projekt remontu kamiennych schodów od „handlówki” w dół) dodatkowo zyska na atrakcyjności. Pozostaje kwestia nieużytku po targowisku. Cóż, zaproponowałem radzie zmianę zapisów planu przestrzennego, który nie ograniczałby formy inwestycji w tym miejscu. Po wielkich negocjacjach, pomimo moich tłumaczeń i próśb, rada odrzuciła ten zapis. W tej chwili właśnie zapis planu blokuje jakiekolwiek działania. Może kolejna rada będzie rozsądniejsza?
- Na przestrzeni ostatnich lat wyszperałem 27 bardzo konkretnych zobowiązań, które padły z pana ust. To np. obietnica budowy kanalizacji dla Goduszyna i Jagniątkowa, powstanie terenów spacerowych przy „Grzybku”, skonkretyzowane przedsięwzięcia w Cieplicach (błonie, remont zabytków cysterskich, termy). Muszę przyznać, że zdecydowana większość z nich została zrealizowana w całości lub w części. Ale trzy obietnice nie doczekały się realizacji. To utworzenie centrum kultury w „Zameczku”, stworzenie Parku Technologicznego i Inkubatora Przedsiębiorczości oraz zagospodarowanie Rakownicy i basenu w Sobieszowie.
- Centrum kultury w „Zameczku” to moja porażka. Projekt mógłby być zrealizowany, ale nie uzyskał zewnętrznego finansowania. Muszę tu jeszcze raz opowiedzieć o bardzo przykrej sytuacji. Kiedy ja wydzwaniałem do ministerstw kultury i rozwoju, urzędniczka zapytała mnie „co się u was dzieje, że pan dzwoni o pieniądze, a inni samorządowcy dzwonią z sugestią, żeby ich nie dawać?
Jeśli chodzi o park technologiczny, to zwróciliśmy się do uczelni wyższych i Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego z propozycją wspólnego przedsięwzięcia. KARR złożyła taki wniosek i jest w trakcie rozpatrywania, więc niewykluczone, że i ta obietnica zostanie spełniona, choć już nie przeze mnie. Z inkubatora się wycofałem, uznając, że są lepsze rozwiązania. Efektywniejsza jest budowa dzielnicy przemysłowej, gdzie sami inwestorzy działają według swoich potrzeb niż budowa pod inwestora, który może przyjdzie, a może nie.
Basen Sobieszów został sprzedany i inwestor ma jeszcze dwa lata na wybudowanie obiektu turystycznego. Z Rakownicą nic zrobić się nie udało, choć było kilka podejść, Tam po prostu nie ma wody, Pijawnik okresowo wysycha.
- Poważnym problemem Jeleniej Góry jest demografia.
- Konia z rzędem temu, kto to policzy. Obowiązek meldunkowy przestał istnieć, więc nie ma narzędzia do precyzyjnej oceny. Mówi się o kilku tysiącach mieszkających tu Ukraińców. I ich widać, pracujących w punktach usługowych, sklepach, ale nie widać np. w deklaracjach śmieciowych. Jelenia Góra nie jest pewnie miastem, które w najbliższym czasie będzie miało lub zbliży się do 100 tys. mieszkańców. Poziom nieco ponad 80 tys. to jednak oczekiwana i raczej niezmienna liczba ludności na najbliższe lata. Jestem o tym przekonany, bo miasto jest atrakcyjne z wielu względów – możliwości zatrudnienia, różnorodności spędzania czasu wolnego, dobrych warunków życia. Oczywiście metropolie zawsze będą wysysać mieszkańców miast średniej wielkości, ale z drugiej strony do Jeleniej Góry przyjeżdżają autobusy pracowników gdzieś spod Kamiennej Góry czy Gryfowa. Ci ludzie, jeśli tylko będą mieli taką możliwość, zamieszkają tutaj. Te możliwości staramy się stwarzać, oferując w niskiej cenie mieszkania na rynku wtórnym, dając szansę na mieszkanie komunalne za remont. Także jeleniogórzanie pracujący za granicą coraz częściej powracają. Niedawno wróciło do Jeleniej Góry z Anglii dwóch programistów. Co więcej, za nimi przyszły firmy informatyczne i teraz z Jeleniej Góry prowadzona jest obsługa wywozu śmieci w jednym z angielskich miast i w pewnym stopniu obsługa angielskich kolei. Przybywa też rezydentów, dla których miasto jest bardzo atrakcyjne.
Problemy demograficzne są ważne, trzeba przeciwdziałać zagrożeniom, ale nie można ich demonizować.
Jelenia Góra to jest bardzo fajne miasto. Myślę, że udało mi się tu zrobić parę pożytecznych rzeczy, dzięki którym żyje się i będzie żyć lepiej. Także mnie, bo nigdy nie zamierzam się stąd wyprowadzać.
- Dziękuję za rozmowę.